Różne fragmenty
Pod tym tytułem, który chciałbym uczynić jeszcze skromniejszym, zgromadziłem wybór, niezbyt surowo dokonany pośród kilkuset kart do gry, na których znalazłem po parę wierszy ołówkiem. Często to, co trzeba – z braku innego prostszego miana – nazwać oryginałem, składa się z rozmaitych świstków zapisanych ołówkiem; Lisio spajał te ćwiartki woskiem, aby ich nie przepisywać. Mówił mi raz, że po godzinie żadna notatka nie zdawała mu się godną przepisywania. Zaznaczam to w nadziei, że mi to starczy za usprawiedliwienie powtarzań.
Wszystkiego można nabyć w samotności, wyjąwszy charakter.
Nienawiść, miłość i skąpstwo – oto trzy namiętności najczęstsze, a jeżeli dodać grę, prawie jedyne w Rzymie w r. 1821.
Mieszkańcy Rzymu wydają się zrazu źli; są po prostu bardzo nieufni i obdarzeni wyobraźnią rozpalającą się za najlżejszym pozorem.
Jeżeli popełnią niegodziwość bez potrzeby, to jak człowiek znękany strachem, który sili się dodać sobie otuchy, próbując swej fuzji302.
Gdybym powiedział, tak jak myślę, że dobroć jest znamiennym rysem paryżan, lękałbym się obrazić ich.
„Nie chcę być dobry”.
Oznaką rodzącej się miłości jest, że wszystkie przyjemności i wszystkie utrapienia płynące z innych namiętności i z innych potrzeb człowieka tracą natychmiast swoją władzę.
Pruderia jest to rodzaj skąpstwa, najgorszy ze wszystkich.
Mieć silny charakter znaczy mieć długie i pewne doświadczenie zawodów i nieszczęść życia. Wówczas pragnie się mocno lub nie pragnie się wcale.
Miłość taka, jaka istnieje w wielkim świecie, to miłość walki, miłość gry.
Nic tak nie zabija miłości jak wybuchy prawdziwej miłości u partnera.
Contessina L., Forli 1819.
Wielka wada kobiet, najbardziej rażąca dla mężczyzn godnych tego miana. W zakresie uczuć opinia nie wznosi się powyżej pospolitości, kobiety zaś czynią opinię najwyższym sędzią swego życia; czynią to nawet kobiety najniepospolitsze303 i często bezwiednie, zgoła myśląc i mówiąc wręcz przeciwnie.
Brescia 1819.
Prozaiczny – to nowy wyraz, który niegdyś wydawał mi się śmieszny, bo trudno o coś chłodniejszego niż nasze poezje. Jeżeli istnieje od pięćdziesięciu lat jakiś żar we Francji, to z pewnością w prozie.
Ale ostatecznie contessina Leonora używała słowa „prozaiczny”, lubię tedy je pisać.
Określenie to znajduje się w Don Kiszocie oraz w idealnym kontraście pana i giermka. Pan wysoki i blady; giermek tłusty i rumiany. Pierwszy – wcielenie heroizmu i dworności; drugi – samolubstwa i służalstwa. Pierwszy nadziany romansowymi i czułymi ideałami; drugi – wzór życiowego sprytu, zbiornik roztropnych przysłów. Pierwszy wciąż karmiący swą duszę bohaterskimi i awanturniczymi rojeniami; drugi – przeżuwający jakiś stateczny plan, w którym nie omieszkał wziąć w rachubę wszystkich małych, niskich i samolubnych drgnień ludzkiego serca.
W chwili gdy pierwszemu powinna by otworzyć oczy katastrofa jego wczorajszych urojeń, już zaprzątają go nowe zamki na lodzie.
Trzeba mieć prozaicznego męża, a romantycznego kochanka.
Marlborough miał duszę prozaiczną; Henryk IV, zakochany w pięćdziesiątym roku w młodej księżniczce, która nie zapomniała o jego wieku, miał serce romantyczne304.
Mniej jest dusz prozaicznych wśród szlachty niż wśród ludu.
Wada handlu: czyni prozaicznym.
Nic bardziej zajmującego niż miłość; w niej wszystko jest nieprzewidziane, a osoba działająca jest ofiarą. Nic bardziej płaskiego niż miłostka, gdzie wszystko jest rachubą, jak we wszystkich prozaicznych sprawach życia.
Pod koniec wizyty zawsze się traktuje zalotnika lepiej, niżby się chciało.
L. – 2 listopada 1818.
Mimo wszelką genialność stanowisko zawsze działa na parweniusza. Tak Rousseau, kochający się we wszystkich damach, które spotkał, i płaczący z upojenia, dlatego że książę de Luxembourg, jeden z najbardziej płaskich dworaków owego czasu, raczył skierować swą przechadzkę na lewo zamiast na prawo, aby odprowadzić imć pana Coindet, przyjaciela Russa305.
L. – 3 maja 1820.
Rawenna, 23 stycznia 1820.
Kobiety tutejsze otrzymują wychowanie jedynie życiowe; matka nie sili się ukryć przed dwunasto- lub piętnastoletnią córką swoich miłosnych rozpaczy lub uniesień. A pamiętajmy, że w tym szczęśliwym klimacie wiele kobiet trzyma się doskonale do lat czterdziestu pięciu, a większość wychodzi za mąż w osiemnastym.
Tak np. pani Valchiusa powiadała wczoraj o Lampugnanim: „Och, to był człowiek stworzony dla mnie, on umiał kochać” etc., etc., i długo ciągnęła tę rozmowę w obecności córki, bardzo rozbudzonej czternasto- czy piętnastoletniej panienki, którą wodziła na sentymentalne przechadzki z tym kochankiem.
Niekiedy młode panienki uczą się doskonałych zasad: np. pani Guarnacci wykładająca swoim dwóm córkom oraz dwóm panom, którzy byli u niej z pierwszą i jedyną wizytą, w którym momencie godzi się ukarać niewiernością przewiny kochanka. Zasady te rozwijała przez dobre pół godziny i popierała znajomymi im przykładami (np. pani Cercara na Węgrzech).
Sangwinik, prawdziwy Francuz (pułkownik Mathis), zamiast się dręczyć nadmiarem uczuć à la Rousseau, kiedy ma schadzkę nazajutrz wieczór, maluje sobie wszystko różowo aż do szczęsnej chwili. Tego rodzaju ludzie nie bardzo są zdolni do namiętnej miłości, zmąciłaby ich luby spokój. Powiem nawet, iż porywy jej wydałyby się im może nieszczęściem, a przynajmniej czuliby się upokorzeni swą nieśmiałością.
Większość światowych ludzi – przez próżność, przez nieufność czy przez obawę cierpienia – pozwala sobie kochać kobietę dopiero po jej oddaniu się.
Bardzo wrażliwe dusze potrzebują kobiety łatwej dla dodania odwagi krystalizacji.
Kobieta bierze za głos opinii zdanie lada głupca lub fałszywej przyjaciółki, która się narzuci jako wyraz opinii.
Jest rozkosz w tym, aby tulić w objęciach kobietę, która wam zrobiła wiele złego, która była długo waszą okrutną nieprzyjaciółką i gotowa być nią jeszcze. Rozkosze francuskich oficerów w Hiszpanii w r. 1812.
Trzeba być samotnikiem, aby czuć własne serce i aby kochać; ale trzeba być światowcem, aby mieć powodzenie w miłości.
Wszystkie spostrzeżenia Francuzów o miłości są dobrze napisane, ścisłe, nieprzesadzone, ale odnoszą się jedynie do lekkich afektów, powiadał sympatyczny kardynał Lante.
Wszystkie odruchy miłości w komedii Goldoniego Innamorati są wyborne, wyraźne, dość silne; ale styl i myśli odpychają swą wstrętną płaskością: to przeciwieństwo komedii francuskiej.
Młodzież z r. 1822. Poważne usposobienie, czynna natura, to znaczy poświęcenie teraźniejszości dla przyszłości; nic tak nie podnosi duszy jak zdolność i przyzwyczajenie do takich poświęceń. Więcej widzę możliwości wielkich uczuć w r. 1832 niż w r. 1772.
Temperament żółciowy, kiedy się nie przejawia zbyt odpychająco, może najbardziej ze wszystkich zdolny jest pociągnąć i przykuć wyobraźnię kobiet. Jeżeli temperament żółciowy nie ujawnia się w pięknych okolicznościach, jak Lauzun u Saint-Simona (Pamiętniki, t. V, 380), trudno się do niego przyzwyczaić. Ale skoro raz kobieta chwyci się na ten charakter, musi ją porwać. Tak, nawet dziki i fanatyczny Balfour (Old Mortality). Jest to dla nich przeciwieństwo prozaiczności.
„W miłości wątpi się często o tym, w co się najmocniej wierzy” (La Rochefoucauld, 355). W każdej innej namiętności nie wątpimy już o tym, cośmy raz przyjęli za udowodnione.
Wiersze wymyślono na to, aby wesprzeć pamięć. Później zachowano je, aby pomnożyć przyjemność widokiem pokonanej trudności. Zachowywać je dziś w dramacie to resztka barbarzyństwa.
Przykład: regulamin kawalerii ułożony wierszem przez pana de Bonnay.
Podczas gdy jakiś zazdrosny zalotnik karmi się nudą, skąpstwem, nienawiścią i zatrutymi i zimnymi namiętnościami, ja spędzam szczęśliwą noc marząc o niej, o niej, która się znęca nade mną przez nieufność.
Jedynie wielka dusza waży się na styl prosty; dlatego Rousseau wlał tyle retoryki w Nową Heloizę, co sprawia, że w trzydziestym roku życia nie da się jej czytać.
„Największym wyrzutem, jaki moglibyśmy sobie czynić, jest niewątpliwie to, że pozwalamy ulatywać na kształt marzeń sennych pojęciom honoru i sprawiedliwości, które od czasu do czasu budzą się w naszym sercu”.
List z Jeny 306, marzec 1819.
Uczciwa kobieta bawi na wsi, spędza godzinę w cieplarni z ogrodnikiem; ludzie, którzy zawiedli się na niej, krzyczą, że ogrodnik jest jej kochankiem. Co na to odpowiedzieć? W teorii rzecz jest możliwa. Mogłaby rzec: „Mój charakter mówi za mnie, zważcie obyczaje mego całego życia”; ale te rzeczy po równi są niewidzialne i dla złych, niechcących nic widzieć, i dla głupców, niezdolnych nic widzieć.
Salviati. Rzym, 23 lipca 1819.
Widziałem, jak ktoś odgadł, że jego rywal jest kochany, ów zaś nie spostrzegł tego z przyczyny swej miłości.
Im szaleniej człowiek kocha, tym większy gwałt musi sobie zadać, aby się narazić na możliwość gniewu ukochanej, biorąc ją za rękę.
Retoryka śmieszna, ale na wspak retoryce Russa natchniona szczerą namiętnością: pamiętniki pana de Maubreuil, list Sanda.
Widziałem – tak mi się zdawało – tego wieczora triumf naturalności w młodej osobie, która co prawda ma, jak sądzę, wiele charakteru. Ubóstwia swego kuzyna, to mi się zdaje oczywiste, i musiała sobie uświadomić stan swego serca. Kuzyn ów kocha ją; ale ponieważ jest z nim bardzo poważna, myśli, że ona go nie lubi, i daje się pociągnąć sympatii, jaką mu objawia Klara, młoda wdowa, przyjaciółka Melanii. Sądzę, że się z nią ożeni; Melania widzi to i cierpi tak, jak może cierpieć dumne serce przepełnione mimo swej woli gwałtownym uczuciem. Wystarczyłoby jej zmienić nieco zachowanie; ale uważa, że sprzeniewierzyć się na chwilę naturalności byłoby podłością, która by zaciężyła nad całym jej życiem.
Safo widziała w miłości jedynie szał zmysłów lub rozkosz fizyczną oczyszczoną przez krystalizację. Anakreon szukał w niej zabawy dla zmysłów i umysłu. Za mało było w starożytności bezpieczeństwa, aby pełna miłość mogła kwitnąć.
Wystarczy mi poprzedzający fakt, aby się śmiać z ludzi wynoszących Homera nad Tassa. Miłość istniała za Homera i niezbyt daleko od Grecji.
Uczuciowa kobieto, jeśli chcesz wiedzieć, czy ubóstwiany mężczyzna kocha cię prawdziwie, zbadaj młodość swego kochanka. Każdy niepospolity człowiek był zrazu, stawiając pierwsze kroki w życiu, śmiesznym zapaleńcem lub człowiekiem nieszczęśliwym. Charakter wesoły i równy, łatwy do uszczęśliwienia, nie może zdobyć się na żar, jakiego łaknie twoje serce.
Namiętnością zowię jedynie miłość doświadczoną w długich nieszczęściach, i to nieszczęściach, których powieściopisarze nie opisują, których zresztą nie mogą opisać.
Silne postanowienie zmienia natychmiast bezmiar nieszczęścia w stan znośny. Wieczorem po przegranej bitwie człowiek umyka co sił na zdrożonym koniu; słyszy galop ścigających go jeźdźców. Naraz zatrzymuje się, zsiada, podsypuje skałkę u karabinu i pistoletów i postanawia się bronić. Natychmiast przestaje widzieć śmierć, a widzi krzyż Legii.
Obyczaje angielskie. Około r. 1730, kiedy my mieliśmy już Woltera i Fontenelle'a, wymyślono w Anglii maszynę oddzielającą ziarno od plew; robi się to za pomocą koła poruszającego powietrze; ale w tym „biblijnym” kraju chłopi orzekli, iż bezbożne jest sprzeciwiać się woli Opatrzności i sprowadzać sztuczny wiatr zamiast modlić się o wiatr potrzebny dla oczyszczenia zboża i czekać chwili naznaczonej przez Boga Izraela. Porównaj z chłopem francuskim307.
Nie ma wątpienia, że szaleństwem jest poddawać się namiętnej miłości. Niekiedy wszakże lekarstwo działa zbyt energicznie. Młode Amerykanki w Stanach Zjednoczonych są tak wzrosłe w pojęciach rozsądku, że miłość, ten kwiat życia, nieznany tam jest młodym. W Bostonie można bezpiecznie zostawić młodą pannę z pięknym cudzoziemcem i być pewnym, że ona myśli jedynie o majątku swego przyszłego.
We Francji mężczyźni, którzy postradali żonę, są smutni; wdowy, przeciwnie, wesołe i szczęśliwe. Istnieje u kobiet przysłowie na temat szczęśliwości tego stanu. Nie ma tedy równości w umowie małżeńskiej.
Ludzie szczęśliwi w miłości mają wyraz skupiony, co dla Francuza znaczy smutny.
Drezno 1818.
Im powszechniej się ktoś podoba, tym płycej się podoba.
Wpływ pierwszego dziecięctwa sprawia, że przejmujemy namiętności naszych rodziców, nawet gdy te namiętności zatruwają nasze życia. (Duma Leonory).
Najczcigodniejsze źródło dumy kobiecej to obawa, aby się nie poniżyć w oczach kochanka zbyt pośpiesznym krokiem lub postępkiem, który mógłby mu się wydać mało kobiecy.
Prawdziwa miłość czyni myśl o śmierci częstą, łatwą, wolną od grozy; prosty przedmiot porównania, cena, którą dałoby się za wiele rzeczy.
Ileż razy wykrzyknąłem w pełni swego hartu: „Gdyby mi ktoś strzelił w łeb, podziękowałbym mu przed zgonem, o ile bym zdążył!”. Na hart wobec ukochanej osoby można się zdobyć jedynie kosztem miłości.
S. – Luty 1820.
„Nie potrafiłabym kochać – mówiła mi pewna młoda kobieta. Mirabeau i Listy do Zofii308 zraziły mnie do wielkich dusz. Te nieszczęsne listy przeżyłam wręcz osobiście”. – „Niech pani szuka tego, czego nie spotyka się w powieściach; niech dwa lata stałości przed oddaniem się upewnią cię o sercu kochanka”.
Miłość lęka się śmieszności. Śmieszność niemożebna we Włoszech: co jest w dobrym tonie w Wenecji, śmieszne jest w Neapolu, nic zatem nie jest śmieszne. Przy tym nie potępia się tam niczego, co sprawia przyjemność. Oto co zabija głupkowaty honor oraz połowę komedii.
Dzieci władają za pomocą łez, a kiedy na nie nie zważać, robią sobie umyślnie coś złego. Młode kobiety zaciekają się w punkcie honoru.
Jest to prawda pospolita i dlatego właśnie zaniedbana, mianowicie iż wrażliwość duszy staje się z każdym dniem rzadsza, a inteligencja pospolitsza.
Bolonia, 18 kwietnia, druga w nocy.
Widziałem jej uderzający przykład; ale ściśle wziąwszy, aby dać o nim dobre pojęcie, trzeba by piętnastu stronic. Gdybym miał odwagę, wolałbym raczej zanotować następstwa tego, com widział niezbicie. Niepodobna mi tedy podzielić się swoim przeświadczeniem. Za wiele drobnych okoliczności. Duma ta jest przeciwieństwem próżności francuskiej. O ile mogę sobie przypomnieć, jedynym dziełem, w którym widziałem jej zarys, to ustęp z Pamiętników pani Roland, gdy opowiada swoje dziecinne myśli z czasów panieńskich.
We Francji większość kobiet nie dba zupełnie o młodego człowieka, dopóki z niego nie zrobią zarozumialca i błazna. Wówczas dopiero może pogłaskać ich próżność.
Duclos.
Modena 1820
Zilietti powiadał mi o północy u miłej marchesiny R.: „Nie pójdę na obiad do San Michele (nazwa gospody); wczoraj powiedziałem parę konceptów, rozmawiałem wesoło z C., mogłoby to ściągnąć na mnie uwagę”.
I nie myślcie, aby Zilietti był głupiec i tchórz. Jest to dorzeczny i bardzo bogaty obywatel tego szczęsnego kraju.
W Ameryce godny podziwu jest rząd, a nie społeczeństwo. Gdzie indziej to rząd czyni zło. Zamienili role w Bostonie: rząd uprawia tam obłudę, aby nie razić społeczeństwa.
Kiedy we Włoszech młode dziewczęta kochają, poddają się całkowicie głosowi natury. Co najwyżej wspomagają się paroma trafnymi zasadami, których nabyły, podsłuchując pod drzwiami.
Jak gdyby przypadek chciał, aby wszystko tutaj sprzyjało naturalności, nie czytują romansów, dla tej prostej przyczyny, że ich tu nie ma. W Genewie i we Francji, przeciwnie, szesnastolatki kochają się, aby przeżywać romans, i pytają same siebie przy każdym postępku, niemal przy każdej łzie: „Czy nie jestem podobna do Julii d'Etanges?”.
Mąż młodej kobiety, ubóstwianej przez kochanka, którego ona trzyma z dala i ledwie dopuszcza do ucałowania ręki, posiada co najwyżej grube zadowolenie fizyczne, tam gdzie ów kochanek znalazłby rozkosze i upojenia najżywsze na ziemi.
Prawa wyobraźni są jeszcze tak mało znane, że przyjmuję następujący pogląd, który zresztą może jest błędny.
Sądzę, iż można rozróżnić dwa rodzaje wyobraźni:
1. Wyobraźnię płomienną, porywczą, samorzutną, wiodącą wprost do czynu, trawiącą się własnym ogniem i omdlewającą, skoro odwlec czyn bodaj o jedną dobę, jak u Fabia. Główną jej cechą jest niecierpliwość: wścieka się na wszystko, czego nie może osiągnąć. Widzi zewnętrzne okoliczności, ale rozogniają ją one tylko, wchłania je w siebie i obraca natychmiast na rzecz namiętności.
2. Wyobraźnia, która rozpala się stopniowo, z wolna, ale która z czasem nie widzi już zewnętrznych okoliczności i dochodzi do tego, że zajmuje się i karmi jedynie własną namiętnością. Ten ostatni rodzaj wyobraźni kojarzy się doskonale z ciężkością, a nawet ubóstwem myśli. Sprzyja stałości. To większość dziewcząt niemieckich umierających na swą miłość i na suchoty. Tego smutnego widoku, tak częstego z tamtej strony Renu, nie spotyka się nigdy we Włoszech.
Nałogi wyobraźni. Francuza istotnie razi osiem zmian dekoracji na jeden akt tragedii. Przyjemność oglądania Makbeta niemożliwa jest dla tego człowieka; pociesza się, potępiając Szekspira.
We Francji prowincja we wszystkim, co tyczy kobiet, jest o czterdzieści lat za Paryżem. W Corbeil pewna mężatka mówiła mi, że odważyła się przeczytać jedynie pewne ustępy z Pamiętników Lauzuna. Tak cielęca głupota mrozi mnie, nie umiem już na to rzec ani słowa; to ona sama jest książką, którą się rzuca.
Brak naturalności – wielka wada kobiet na prowincji. Ich obfite i wdzięczne gesty. Te, które grają pierwsze skrzypce w miasteczku, gorsze od innych.
Goethe lub każdy inny genialny Niemiec ceni pieniądze tyle, ile są warte. O majątku trzeba myśleć póty, póki się nie ma sześciu tysięcy franków renty; po czym nie należy już o tym myśleć.
Głupiec natomiast nie pojmuje korzyści tego, aby czuć i myśleć jak Goethe; całe życie czuje tylko przez pieniądze i myśli tylko o pieniądzach. Dzięki mechanizmowi tego dwugłosu ludzie prozaiczni mają w świecie coś w rodzaju przewagi nad wielkimi sercami.
W Europie żądzę podnieca skrępowanie; w Ameryce osłabia ją swoboda.
Jakaś mania dyskutowania ogarnęła młodzież i odciąga ją od miłości. Roztrząsając, czy Napoleon był pożyteczny dla Francji, pozwalają mijać wiekowi kochania. Nawet wśród tych, którzy chcą być młodzi, krawaty, ostrogi, marsowe miny, mizdrzenie się sprawiają, iż chłopiec zapomina spojrzeć na młodą dziewczynę, która mija go z tak skromną minką i której niedostatek nie pozwala wychodzić do miasta częściej niż raz na tydzień.
Usunąłem rozdział o skromnisi i kilka innych.
Rad jestem, że znalazłem w pamiętnikach Horacego Walpole następujący ustęp:
„The two Elizabeths309. Let us compare the daughters of two ferocious men, and see which was sovereign of a civilised nation, which of a barbarous one. Both were Elizabeths. The daughter of Peter (of Russia) was absolute yet spared a competitor and a rival; and thought the person of an empress had sufficient allurements for as many of her subjects as she chose to honour with the communication. Elizabeth of England could neither forgive the claim of Mary Stuart nor her charms, but ungenerously emprisoned her (as George IV Napoleon), when imploring protection and, without the sanction of either despotism or law, sacrificed many to her great and little jealousy. Yet this Elizabeth, piqued herself on chastity; and while she practised every ridiculous art of coquetry to be admired at an unseemly age, kept off lovers whom she encouraged, and neither gratified her own desires nor their ambition. Who can help preferring the honest, open hearted barbarian empress310?”
Lord Orford's, Memoirs.
Bliskość może zniweczyć krystalizację. Urocza szesnastoletnia panienka zakochała się w przystojnym rówieśniku, który co wieczór o zmierzchu przechadzał się pod jej oknami. Matka zaprasza go na tydzień na wieś. Lekarstwo było śmiałe, przyznaję, ale panienka miała duszę romansową, młodzieniec był nieco głuptas; po trzech dniach miała go dosyć.
Ave Maria (twilight311) we Włoszech to godzina tkliwości, zadumy i melancholii: wrażenie spotęgowane dźwiękiem pięknych dzwonów.
Godziny rozkoszy wiążące się ze zmysłami jedynie wspomnieniem.
Pierwsza miłość młodego człowieka wchodzącego w świat rodzi się zazwyczaj z ambicji. Rzadko przedmiotem jej jest młoda panienka łagodna, miła, niewinna. Jak drżeć, uwielbiać, jak się czuć w obecności bóstwa? Młodzieniec pragnie kochać istotę, której przymioty podnosiłyby go we własnych oczach. Dopiero na schyłku życia wraca się smętnie do kochania tego, co niewinne i proste, zwątpiwszy o tym, co wzniosłe. Między tymi krańcami jest prawdziwa miłość, która myśli tylko o sobie.
Wielkich dusz nikt się nie domyśla, kryją się; zazwyczaj na zewnątrz przebija jedynie nieco dziwactwa. Więcej jest wielkich dusz, niżby się mniemało.
Cóż za chwila, pierwszy uścisk dłoni ukochanej! Jedyne szczęście, które by można z tym porównać, to upojenie władzy, którym królowie i ministrowie rzekomo gardzą. To szczęście ma też swoją krystalizację, wymagającą chłodniejszej i rozsądniejszej wyobraźni. Pomyślcie człowieka, którego przed kwadransem Napoleon mianował ministrem.
„Natura dała Północy siłę, a Południowi lotność” – powiadał mi słynny Jan Müller w Kassel w r. 1808.
Nic fałszywszego nad tę maksymę: „Nikt nie jest bohaterem dla swego lokaja” lub raczej nic prawdziwszego w sensie monarchicznym: bohater sztuczny jak Hipolit w Fedrze. Desaix na przykład byłby bohaterem nawet dla swego lokaja (nie wiem, co prawda, czy go miał), i bardziej jeszcze dla lokaja niż dla kogo innego. Bez dobrego tonu i nieodzownej domieszki komedii taki Turenne albo Fénelon byliby Desaixami.
Oto bluźnierstwo. Ja, Holender, śmiem rzec, że Francuzi nie znają prawdziwej przyjemności rozmowy ani teatru: zamiast odpoczynku i swobody – to praca. W liczbie utrudzeń, które przyspieszyły śmierć pani de Staël, wymieniano trudy rozmowy w ciągu ostatniej zimy312.
W.
Napięcie nerwów słuchu dla usłyszenia każdej nuty dość dobrze tłumaczy fizyczną rozkosz muzyki.
Ladacznice najbardziej upadla przeświadczenie – ich własne i ogółu – że one czynią coś bardzo złego.
Ostrzeż w czasie odwrotu armii włoskiego żołnierza o jakimś bezcelowym niebezpieczeństwie, podziękuje ci i będzie się go starał uniknąć. Ukaż, przez ludzkość, to samo niebezpieczeństwo Francuzowi, będzie myślał, że go wyzywasz, i przez punkt honoru rzuci się w nie na oślep. Gdyby śmiał, starałby się zadrwić z ciebie.
Gyat 313 1812.
Wszelka najużyteczniejsza myśl, jeśli ją można wyrazić jedynie w bardzo prostych słowach, spotka się nieodzownie we Francji ze wzgardą. Nigdy „wzajemne nauczanie”, gdyby je wynalazł Francuz, nie byłoby się przyjęło. Zupełnie przeciwnie we Włoszech.
O ile kochasz jakąś kobietę lub o ile wyobraźnia twoja nie jest zbyt zużyta, jeżeli ona popełni tę niezręczność, że powie ci pewnego wieczora tkliwym i wzruszonym głosem: „Niech pan przyjdzie jutro w południe, będę sama”, nie będziesz mógł spać, nie będziesz zdolny myśleć już o niczym, ranek będzie ci męczarnią; wreszcie godzina bije, masz uczucie, że każde uderzenie wstrząsa ci przeponę.
W miłości dzieląc się pieniędzmi pomnaża się miłość; dając je zabija się miłość.
Oddala się doraźne nieszczęście, a na przyszłość dotkliwą obawę braku albo też stwarza się wyrachowanie i poczucie rozdziału, niweczy się sympatię.
(Msza w Tuileriach, 1811).
Ceremonie dworskie z obnażonymi piersiami kobiet, które wystawiają je niby oficerowie swoje uniformy, nie sprawiając już tym żadnego wrażenia, przywodzą mimo woli na myśl sceny z Aretina.
Widzi się, co świat czyni z interesu pieniężnego, aby się przypodobać jednemu człowiekowi; widzi się cały tłum działający gromadnie bez moralności, a zwłaszcza bez namiętności. Wszystko to, połączone z obecnością kobiet bardzo wygorsowanych, o złym wyrazie i sardonicznym uśmiechu dla wszystkiego, co nie jest osobistym interesem płatnym w gotowiźnie użycia, daje wrażenie scen z życia galer i odsuwa wszelki skrupuł płynący z cnoty lub wewnętrznego zadowolenia.
Widziałem, jak wśród tego wszystkiego poczucie osamotnienia nastraja tkliwe serca do miłości.
Dusza zajęta zwalczaniem fałszywego wstydu nie może odczuwać rozkoszy. Rozkosz jest zbytkiem: aby się nim sycić, trzeba, aby nic nie groziło bezpieczeństwu, które jest koniecznością.
Oznaka miłości, której nie umieją udać kobiety interesowne. Czy istnieje prawdziwa radość z pojednania? lub czy myśli się tylko o jego korzyściach?
Biedni ludzie zapełniający pustelnie trapistów to nieszczęśnicy, którzy nie mieli odwagi się zabić. Wyłączam oczywiście przełożonych, którzy mają tę przyjemność, że są przełożonymi.
Nieszczęściem jest poznać włoską piękność: człowiek staje się niewrażliwy. Poza Italią woli się towarzystwo mężczyzn.
Przezorność włoska zmierza do zachowania życia; a to dopuszcza grę wyobraźni. (Patrz wersję o śmierci słynnego aktora komicznego Pertica 24 grudnia 1821314). Przezorność angielska, cała ściągająca się do gromadzenia lub zachowania potrzebnych pieniędzy, wymaga, przeciwnie, ciągłej drobiazgowości, która paraliżuje wyobraźnię. Zauważcie, iż daje ona równocześnie ogromną siłę pojęciu obowiązku.
Bezgraniczna cześć dla pieniędzy, wielka i główna wada Anglika i Włocha, mniej daje się uczuć we Francji, sprowadza się zaś do właściwych rozmiarów w Niemczech.
Kobiety francuskie, ile że nigdy nie oglądały szczęścia prawdziwej namiętności, nie są zbyt wybredne co do swego domowego szczęścia oraz co do swego „co dzień”.
Compiègne.
„Mówi mi pan o ambicji jako o środku przeciw nudzie – powiadał Kamieński. – Otóż cały czas, kiedy galopowałem co wieczór dwie mile, aby odwiedzić księżnę w Kaliszu, znajdowałem się przy boku despoty, którego czciłem, który miał w swej mocy całe moje szczęście oraz zadowolenie wszystkich mych możebnych pragnień”.
Wilno 1812.
Doskonałość w szczegółach form i stroju, wielka dobroć, brak polotu, baczność na setkę codziennych drobnostek, niezdolność zajmowania się dłużej niż trzy dni jednym i tym samym wydarzeniem – oto ładny kontrast z surowym purytanizmem, z biblijnym okrucieństwem, ścisłą uczciwością, nieśmiałą i obolałą miłością własną, powszechnym cant; i oto dwa pierwsze narody świata315!
Skoro wśród monarchiń zdarzyła się Katarzyna II, czemu wśród mieszczaństwa nie miałby się znaleźć żeński Samuel Bernard lub Lagrange316?
Alviza nazywa karygodnym brakiem delikatności pisać listy miłosne do kobiety, którą ubóstwiasz, a która, patrząc na ciebie tkliwie, przysięga ci, że cię nie pokocha nigdy.
Największemu filozofowi, jakiego mieli Francuzi, brakowało tego, aby żył w jakimś alpejskim odludziu, w jakiejś pustelni i aby stamtąd rzucił swoją książkę w Paryż, nie zjawiając się tam nigdy osobiście. Widząc Helwecjusza tak prostym i zacnym, ludzie wypiżmowani i sztuczni, jak Suard, Marmontel, Diderot, nie mogli uwierzyć, że to jest wielki filozof. Byli szczerzy, lekceważąc jego głęboki rozum; przede wszystkim był prosty, grzech nie do darowania we Francji; następnie człowieka – nie książkę – plamiła jedna słabość: przywiązywał ogromną wagę do tego, co we Francji nazywa się sławą, chciał być w modzie u współczesnych, jak Balzac, Voiture, Fontenelle.
Rousseau miał za wiele wrażliwości, a za mało rozsądku, Buffon za wiele obłudy w swoim botanicznym ogrodzie, Wolter za wiele dzieciństw w głowie, aby móc ocenić zasadę Helwecjusza.
Filozof ów popełnił tę małą niezręczność, że nazwał ową zasadę interesem, zamiast dać jej ładne miano rozkoszy317, ale co myśleć o zdrowym rozsądku całej literatury, którą zdoła zbałamucić tak drobna usterka?
Przeciętny rozumny człowiek, książę Eugeniusz Sabaudzki na przykład, byłby na miejscu Regulusa został spokojnie w Rzymie, gdzie drwiłby sobie z głupoty kartagińskiego senatu; Regulus wraca! Książę Eugeniusz poszedłby za swoim interesem, jak Regulus za swoim.
Prawie we wszystkich okolicznościach dostojna dusza widzi możliwość czynu, o którym dusza pospolita nie ma nawet pojęcia. Skoro tylko możliwość tego czynu objawi się duszy dostojnej, interesem jej jest spełnić go.
Gdyby nie wykonała czynu, który jej się objawił, gardziłaby sobą, byłaby nieszczęśliwa. Człowiek ma obowiązki wedle miary swego ducha. Zasada Helwecjusza jest słuszna nawet w najszaleńczych porywach miłosnych, nawet w samobójstwie. Jest przeciw naturze ludzkiej, jest niemożliwe, aby człowiek nie czynił zawsze i w każdej chwili życia tego, co w danym momencie jest możliwe i co mu sprawia największą przyjemność.
Mieć silny charakter znaczy doświadczyć wpływu drugich na samego siebie; zatem trzeba tych drugich.
Nie ogłoszono drukiem pośmiertnej korespondencji miłosnej dam rzymskich318. Petroniusz napisał uroczą książkę, ale odmalował jedynie rozpustę.
Po Dydonie319 i po drugiej sielance Wergilego nie mamy w przedmiocie miłości w Rzymie nic ściślejszego niż pisma trzech wielkich poetów: Owidiusza, Tibulla i Propercjusza.
Otóż elegie Parny'ego lub list Heloizy do Abelarda przez Colardeau są to obrazy bardzo niedokładne i mgliste, gdy je porównać z kilkoma listami z Nowej Heloizy, z Listami zakonnicy portugalskiej, panny de Lespinasse, Zofii do Mirabeau, Wertera etc., etc.
Poezja ze swymi uświęconymi porównaniami, ze swą mitologią, w którą poeta nie wierzy, ze swą godnością stylu à la Louis XIV i aparatem ozdóbek rzekomo poetycznych, jest o wiele niższa od prozy, gdy chodzi o to, aby dać jasny i wierny obraz wzruszeń serca; a w tym zakresie wzruszyć można jedynie jasnością.
Tibullus, Owidiusz, Propercjusz lepszy mieli smak od naszych poetów: odmalowali miłość taką, jaka mogła istnieć u dumnych obywateli rzymskich; a i oni żyli za Augusta, który, zamknąwszy świątynię Janusa, starał się zmienić obywateli w uległych poddanych.
Kochanki tych trzech wielkich poetów były to kobiety zalotne, niewierne i przedajne; oni sami szukali u nich jedynie rozkoszy fizycznych i sadzę, że nigdy się im nie śniło o wzniosłych uczuciach320, jakie w trzynaście wieków później wzbierały w sercu tkliwej Heloizy.
Czerpię następujący ustęp z wykwintnego pisarza321, znającego o wiele lepiej ode mnie poetów łacińskich:
„Świetny talent Owidiusza, bogata wyobraźnia Propercego, tkliwa dusza Tibulla natchnęły ich niewątpliwie poezją różnych odcieni, ale kochali oni w jednaki sposób kobiety mniej więcej jednego gatunku. Pragną, zdobywają, bywają zdradzani, są zazdrośni, kłócą się i godzą; i znowuż oni są niewierni, uzyskują przebaczenie i odnajdują szczęście, zmącone niebawem nawrotem tych samych kolei.
Korynna jest mężatką. Pierwsza lekcja, jaką jej daje Owidiusz, to sztuka oszukiwania męża; znaki, jakie mają sobie dawać przy nim i przy ludziach, aby się porozumieć i aby ich nie zrozumiał nikt inny. Tuż potem moment szczęścia; niebawem kłótnie i – czego by się nikt nie spodziewał po takim galancie jak Owidiusz – zniewagi i razy; przeprosiny, łzy i przebaczenie. Zwraca się czasem do poślednich figur, do służby, do odźwiernego lubej, iżby mu otworzył w nocy; do jakiejś ohydnej staruchy, która ją psuje i uczy oddawać się za złoto; do starego dozorcy eunucha; do młodej niewolnicy, iżby jej doręczyła tabliczki z prośbą o schadzkę. Ona odmawia schadzki; on przeklina tabliczki, które go tak zawiodły. Niebawem powiodło mu się lepiej: zwraca się do Jutrzenki, błagając, by nie przerywała jego szczęścia.
Wnet obwinia się o swoje liczne zdrady, o swój pociąg do wszystkich kobiet. Rychło potem Korynna go zdradza; on nie może znieść myśli, że udzielił jej lekcji, z których ona korzysta z innym. Z kolei znowuż Korynna jest zazdrosna; unosi się jak kobieta bardziej porywcza niż tkliwa, oskarża go o miłostki z młodą niewolnicą. On przysięga, że nie, a zarazem pisze do tej niewolnicy; Korynna miała słuszność w swoim gniewie! Jak mogła się dowiedzieć? Czym się zdradzili? Prosi niewolnicę o nową schadzkę. Jeśli mu odmówi, grozi, że wszystko odsłoni przed Korynną. Żartuje z przyjacielem ze swej podwójnej miłości, z utrapień i rozkoszy, jakie mu ona daje. Wkrótce potem zajmuje go wyłącznie Korynna. Należy cała do niego. On opiewa swój tryumf, jakby to było pierwsze jego zwycięstwo. Po kilku wydarzeniach, które z wielu przyczyn należy pominąć milczeniem, oraz po kilku innych, które przytaczać byłoby zbyt rozwlekłe, okazuje się, że mąż Korynny stał się zbyt pobłażliwy. Nie jest zazdrosny; nie podoba się to kochankowi, który grozi mu, że rzuci jego żonę, jeśli nie będzie zazdrosny jak wprzódy. Mąż spełnia to życzenie aż nadto; każe strzec Korynny tak pilnie, że Owidiusz nie może się do niej zbliżyć. Skarży się na ten dozór, który sam wywołał, ale potrafi go oszukać; niestety nie on jeden. Zdrady Korynny zaczynają się na nowo i stają się coraz częstsze; miłostki jej są tak publiczne, że jedyną łaską, o jaką Owidiusz błaga, to aby się starała łudzić go bodaj troszkę i aby mniej jawnie okazywała się tym, czym jest. Oto obyczaje Owidiusza i jego kochanki, oto charakter ich miłości.
Cyntia jest pierwszą miłością Propercego i będzie ostatnią. Ledwie dostąpił szczęścia, staje się zazdrosny. Cyntia zanadto lubi stroje; prosi ją, by unikała zbytku, a kochała prostotę. On sam oddaje się niejednej rozpuście. Cyntia czeka nań; zjawia się aż rano, prosto z biesiady, pijany. Zastaje ją we śnie; przez długi czas hałas, jaki robi, ani nawet jego pieszczoty nie zdołają jej zbudzić; wreszcie Cyntia otwiera oczy i czyni mu zasłużone wymówki. Przyjaciel chce go odciągnąć od Cyntii; on wysławia przed tym przyjacielem jej piękność i talenty. Zdaje się, że ją straci: Cyntia ucieka z jakimś żołnierzem; będzie się tułała po obozach, godzi się na wszystko, byle żyć ze swym wojakiem. Propercjusz nie unosi się, płacze, prosi bogów, aby była szczęśliwa. Nie ruszy się z domu, który ona opuściła; wyjdzie naprzeciw obcych, którzy ją widzieli; bezustannie będzie ich pytał o Cyntię. Wzruszona tyloma dowodami miłości, porzuca żołnierza i wraca do poety. On dziękuje Apollinowi i muzom, szaleje ze szczęścia. Szczęście to mącą niebawem nowe napady zazdrości, przerywa je wyjazd i rozłąka. Z dala od Cyntii, myśli jedynie o niej. Jej dawne zdrady każą mu się lękać nowych. Śmierć nie przeraża go, lęka się jedynie stracić Cyntię; niech ma pewność, że ona dochowa mu wiary, a zstąpi w grób bez żalu.
Po nowych zdradach mniemał, że się wyzwolił ze swej miłości, ale niebawem znów podejmuje dawne kajdany. Maluje czarujący portret lubej, jej urody, wykwintu, stroju, jej talentów do śpiewu, poezji i tańca; wszystko pomnaża i usprawiedliwia jego miłość. Ale Cyntia, równie przewrotna jak urocza, osławia się w całym mieście tak jawnymi miłostkami, że Propercjusz nie może jej już kochać bez wstydu. Rumieni się, ale nie może się oderwać. Będzie jej kochankiem, mężem; nigdy nie będzie kochał nikogo prócz Cyntii. Rozstają się znów i wracają do siebie. Cyntia jest zazdrosna, on ją uspokaja. Nigdy nie będzie kochał innej kobiety. Istotnie, nie jedną kobietę on kocha, ale wszystkie. Nigdy mu ich nie dość; nienasycony jest w rozkoszy. Aby się opamiętał, trzeba, by go Cyntia porzuciła znowu. Wówczas wybucha skargą tak żywą, jak gdyby nigdy sam nie był niewierny. Chce uciekać. Szuka zapomnienia w hulance. Upił się jak zwykle. Udaje, że zgraja Amorów spotyka go i sprowadza do stóp Cyntii. Po pojednaniu nowe burze. Przy wieczerzy Cyntia, rozpalona winem jak on, wywraca stół, tłucze mu puchar o głowę – on jest zachwycony! Nowe zdrady każą mu wreszcie skruszyć ten łańcuch; chce wyjechać; puści się w podróż po Grecji; układa plan podróży, ale wyrzeka się zamiaru, aby się stać przedmiotem nowych zniewag. Cyntia nie poprzestaje już na tym, że go zdradza, czyni go pośmiewiskiem rywali; ale dosięga ją choroba, umiera. Umierając, wymawia mu jego zdrady, kaprysy, opuszczenie, w jakim ją zostawił w ostatnich chwilach i przysięga, iż ona sama mimo pozorów była mu zawsze wierna. Takie są obyczaje i przygody Propercjusza i jego kochanki; takie są w streszczeniu dzieje ich miłości. Oto kobieta, jaką zmuszony był kochać człowiek z duszą Propercjusza.
Owidiusz i Propercjusz byli często niewierni, ale nigdy niestali. Są to dwaj ujarzmieni rozpustnicy, którzy zbaczają często to tu, to tam w swoich kaprysach, ale wracają zawsze, by podjąć swe kajdany. Korynna i Cyntia mają rywalki we wszystkich kobietach; osobliwie nie mają żadnej. Jeśli miłość poetów jest płocha, muza ich jest wierna; żadne inne imię prócz Korynny i Cyntii nie pojawia się w ich wierszach. Tibullus, kochanek i poeta nader tkliwy, mniej od tamtych gorący i namiętny, nie jest równie stały. Trzy piękności są, jedna po drugiej, przedmiotem jego uczuć i poezji. Pierwsza Delia, najsławniejsza i najbardziej ukochana. Tibullus stracił majątek, ale zostaje mu wieś i Delia: niech ją posiada w zaciszu sielskim, niechaj, oddając ducha, może utulić w dłoni rękę Delii, niech ona idzie płacząc za jego pogrzebem – nie ma ponadto innych pragnień. Delię trzyma pod strażą zazdrosny mąż. Tibullus wedrze się do jej więzienia mimo stróżów i potrójnych ryglów. Zapomni w jej ramionach o wszelkiej zgryzocie. Kiedy jest chory, zaprząta go jedynie Delia; zagrzewa ją, by zawsze była czysta, aby gardziła złotem, aby użyczała tylko jemu tego, co od niej uzyskał. Ale Delia nie słucha tej rady. Sądził, że zniesie jej wiarołomstwo, ale to jest ponad jego siły; błaga o litość Delii i Wenery. Szuka lekarstwa w winie, nadaremnie: nie może ani ukoić swych żalów, ani wyleczyć się z miłości. Zwraca się do męża Delii, zwiedzionego jak on; odsłania mu wszystkie podstępy, jakimi ona się posługuje, aby wabić i widywać swych kochanków. Jeżeli mąż nie umie jej pilnować, niech ją powierzy jemu: on potrafi odpędzić gachów i ochronić od ich zasadzek tę, która znieważa ich obu. Uspokaja się, wraca do niej, przypomina sobie matkę Delii, która wspomagała ich miłowanie; wspomnienie dobrej kobiety otwiera jego serce dla tkliwych uczuć i niebawem winy Delii idą w niepamięć. Ale rychło dopuszcza się ona cięższych błędów. Dała się ująć złotu i podarkom, oddaje się innemu, wielu innym. Tibullus zrywa w końcu haniebne kajdany i żegna ją na zawsze.
Wstępuje w służby Nemezis i też nie więcej tam znajduje szczęścia; ona kocha jedynie złoto, mało dba o poezję i dary geniuszu. Nemezis, kobieta chciwa, oddaje się temu, kto ofiaruje najwięcej; on przeklina jej chciwość, ale kocha ją, nie może żyć bez jej miłości. Stara się ją zmiękczyć za pomocą wzruszających obrazów. Nemezis straciła młodą siostrę; poeta pójdzie płakać na jej grobie i powierzy swe zgryzoty niemym popiołom. Cienie siostry pogniewają się o łzy, które Nemezis wyciska mu z oczu. Niechaj nie lekceważy ich gniewu: żałosny obraz siostry zmąciłby w nocy jej sen… Ale te smutne wspomnienia doprowadzają Nemezis do łez. Tibullus nie chce nawet szczęścia za tę cenę…
Trzecią jego kochanką jest Neera. Długo cieszy się jej miłością; prosi bogów jedynie o to, aby mógł z nią żyć i umierać; ale ona odjeżdża, nie ma jej. Myśli jedynie o niej, prosi bogów tylko o nią; widzi we śnie Apollina, który mu oznajmia, że Neera go rzuca. Nie chce wierzyć w ów sen; nie mógłby przeżyć tego nieszczęścia, a wszakże nieszczęście to jest prawdą. Neera jest niewierna; jeszcze raz go porzucono. Taki był charakter i los Tibulla, taka jest dość smutna opowieść jego potrójnej miłości.
W nim zwłaszcza przeważa łagodna melancholia, która nawet rozkoszy daje uroczy odcień smutku i marzenia. Jeżeli był w starożytności poeta, który wkładał w miłość duszę, to Tibullus; ale te odcienie uczuć, które wyraża tak dobrze, są w nim; nie myśli – tak samo jak tamci dwaj – odcieni tych szukać lub budzić ich w kochance. Jej wdzięk, uroda, oto co go rozpala; pieszczota jej to wszystko, czego pragnie i po czym rozpacza; jej przedajność, przewrotność, jej ucieczka, oto co go dręczy. Ze wszystkich tych kobiet, wsławionych wierszami trzech wielkich poetów, Cyntia wydaje się najgodniejszą kochania. Talenty łączą się u niej z innymi powabami; uprawia śpiew, poezję; ale mimo tych darów, dość częstych u kurtyzan pewnej klasy, niewiele więcej warta jest od innych. Rozkosz, złoto i wino, oto co ją wabi; a Propercjusz, który jedynie parę razy chwali w niej owo zamiłowanie do sztuk, ulega w swej namiętności przemocy zgoła innej potęgi”.
Ci wielcy poeci to były zapewne najtkliwsze i najsubtelniejsze dusze swojej epoki, a oto co kochali i jak kochali! Trzeba tu usunąć na bok względy literackie. Szukam jedynie dokumentu epoki, jak za dwa tysiące lat powieść p. Ducray-Duminil będzie dokumentem naszych obyczajów322.
Jeden z moich wielkich żalów, to że nie mogłem widzieć Wenecji z r. 1760323; zdaje się, że cały szereg szczęśliwych okoliczności skupił na tej małej przestrzeni formę rządu i pojęcia najbardziej sprzyjające szczęściu człowieka. Słodka rozkosz dawała wszystkim szczęście bez wysiłku. Nie było wewnętrznych walk i nie było zbrodni. Pogoda była na wszystkich obliczach, nikt nie silił się wydać bogatszy, niż był, obłuda nie wiodła do niczego. Wyobrażam sobie, że to musiało być zupełne przeciwieństwo Londynu z r. 1822.
Jeżeli brak osobistego bezpieczeństwa zastąpimy słuszną obawą braku pieniędzy, ujrzymy, że Stany Zjednoczone w stosunku do namiętności, której monografię próbujemy oto pisać, podobne są wielce do starożytności.
Mówiąc o mniej lub więcej niedoskonałych zarysach namiętnej miłości, jakie nam zostawili starożytni, widzę, że zapomniałem o Miłościach Medei w Argonautach324. Wergili skopiował je w swojej Dydonie. Porównajcie to z miłością taką, jaka jest w nowoczesnej powieści: Dziekan z Killerine325 na przykład.
Mieszkaniec Rzymu odczuwa piękność natury i sztuki ze zdumiewającą siłą, głębią i trafnością; ale niech spróbuje rozumować o tym, co odczuwa tak mocno, litość bierze słuchać.
Może to stąd, że uczucie posiada od natury, a logikę od rządu.
Widzi się natychmiast, czemu sztuki piękne poza Włochami są jedynie lichym żartem; rozprawiają o nich lepiej, ale ogół nic nie czuje.
Londyn, 20 listopada 1821.
Bardzo rozumny człowiek, przybyły wczoraj z Madras, powiedział mi w dwugodzinnej rozmowie to, co ja tu streszczam w dwudziestu wierszach:
„Owa ponurość, która z niewiadomej przyczyny ciąży nad angielskim charakterem, wnika tak głęboko w serca, że na krańcu świata, w Madras, kiedy Anglik może uzyskać kilka dni wakacji, opuszcza co rychlej bogate i kwitnące Madras, aby się rozerwać nieco we francuskim miasteczku Pondichéry, które, bez bogactw i prawie bez handlu, kwitnie pod ojcowskim rządem pana Dupuy. W Madras pije się burgunda po trzydzieści sześć franków; ubóstwo Francuzów z Pondichéry sprawia, że w najwytworniejszych towarzystwach za chłodniki starczy duża szklanka wody. Ale za to ludzie się tam śmieją”.
Obecnie większa panuje wolność w Anglii niż w Prusach. Klimat jest ten sam co w Królewcu, Berlinie, Warszawie, miastach, które bynajmniej nie odznaczają się smutkiem. Klasy robotnicze mniej tam mają bezpieczeństwa, a piją równie mało wina co w Anglii; są też o wiele gorzej ubrane.
Arystokracja w Wenecji i w Wiedniu nie jest smutna.
Widzę tylko jedną różnicę: w krajach wesołych mało się czyta Biblii i kwitnie tam miłość. Proszę mi wybaczyć, że wracam często do dowodu, który mi się wydaje nie dosyć przekonywający. Pomijam dwadzieścia faktów w tym samym sensie.
Widziałem świeżo w pięknym zamku pod Paryżem młodego człowieka bardzo przystojnego, inteligentnego, bogatego, liczącego niespełna dwadzieścia lat; przypadek sprawił, że był tam przez dłuższy czas prawie sam na sam z osiemnastoletnią panną, ładną, utalentowaną, wykształconą i również bardzo bogatą. Któż by się nie spodziewał gwałtownej miłości? Nic a nic; oba te ładne stworzenia odznaczały się taką dawką próżności, że każde zajmowało się jedynie sobą i wrażeniem, jakie ma sprawić.
Przyznaję, nazajutrz po wielkim czynie326 wściekła pycha wtrąciła ten naród we wszelakie błędy i głupstwa. Oto wszakże rys, który nie pozwala mi wymazać pochwał, jakie oddawałem niegdyś tym spadkobiercom średniowiecza.
Najładniejsza kobieta w Narbonie jest to Hiszpanka ledwie dwudziestoletnia, żyjąca bardzo zacisznie z mężem, również Hiszpanem, spensjonowanym oficerem. Oficer ten musiał niedawno spoliczkować jakiegoś furfanta; nazajutrz w miejscu spotkania furfant widzi nadchodzącą młodą Hiszpankę. Nowa powódź pretensjonalnych bredni: „Nie, doprawdy, to okropne! Jak pan mógł powiedzieć swojej żonie? Pani przychodzi udaremnić pojedynek!” – „Przychodzę pana pogrzebać” – odparła młoda Hiszpanka.
Szczęśliwy mąż, który może wszystko powiedzieć żonie! Wynik nie zadał kłamu tym dumnym słowom. Postępek ten uchodziłby w Anglii za mocno nieprzyzwoity. Oto jak fałszywa przyzwoitość uszczupla to niewiele szczęścia, które istnieje na ziemi.
Miły staruszek Donézan powiadał wczoraj: „W mojej młodości i długo jeszcze w moje lata męskie (miałem w roku 89 pięćdziesiąt lat!) kobiety nosiły pudrowane włosy. I przyznam się panu, że kobieta bez pudru budzi we mnie odrazę; w pierwszej chwili mam wrażenie, że to pokojówka, która nie miała czasu dokończyć toalety”.
Oto jedyny argument przeciw Szekspirowi, a na rzecz „trzech jedności327”.
Jeżeli młodzież będzie czytała tylko La Harpe'a, upodobanie w wielkich pudrowanych perukach, takich jak je nosiła Maria Antonina, może jeszcze potrwać kilka lat. Znam także ludzi, którzy gardzą Correggiem i Michałem Aniołem, a pan Donézan jest niewątpliwie człowiekiem bardzo światłym.
Zimna, odważna, wyrachowana, nieufna, mędrkująca, zawsze obawiająca się dać porwać komuś, kto mógłby z niej sobie drwić po kryjomu, wolna od wszelkiego zapału, nieco zazdrosna o ludzi, którzy widzieli wielkie rzeczy przy boku Napoleona – oto młodzież tegoczesna, bardziej warta szacunku niż sympatii. Pchała ona z konieczności rząd w objęcia lewego centrum. Ten charakter młodzieży objawia się nawet u rekrutów, z których każdy wzdycha jedynie do końca służby.
Wszelkie wychowanie, umyślne czy przypadkowe, urabia ludzi na pewien okres życia. Epoka Ludwika XV mieściła w dwudziestym piątym roku najpiękniejszy moment swoich wychowanków328.
Dzisiejsi młodzi ludzie najkorzystniej będą się przedstawiali koło czterdziestki; stracą nieufność i pretensje, a zyskają swobodę i wesołość.
„W ciągu tej dyskusji wciąż Akademik ratował się prostowaniem drobnych dat i podobnych błahostek; ale co się tyczy konsekwencji i istotnej oceny rzeczy, wciąż przeczył lub udawał, że nie rozumie na przykład, że Neron był okrutnikiem lub Karol II wiarołomcą. Otóż jak dowieść takich rzeczy lub, dowodząc ich, jak nie zagmatwać ogólnej dyskusji i nie stracić wątku?
Taki sposób dyskusji spotykałem zawsze między ludźmi, z których jeden szuka jedynie prawdy i postępu, drugi faworów władcy lub stronnictwa oraz chwały pięknego mówienia. I uważałem za wielkie oszukaństwo i stratę czasu, aby człowiek dobrej wiary parał się dysputą z pp. akademikami”.
Dzieła ucieszne Wita Allarda z Voiron.
Jedynie drobna część sztuki szczęścia jest ścisłą wiedzą, drabiną, na której człowiek ma pewność, iż wznosi się wciąż o szczebel; mianowicie ta, która zależy od formy rządu (a i to jest teoria, gdyż Wenecjanie z r. 1770 byli szczęśliwsi niż mieszkańcy Filadelfii dziś).
Poza tym sztuka szczęścia jest jak poezja; mimo udoskonalenia wszystkiego Homer przed dwoma tysiącami siedmiuset latami miał więcej talentu niż lord Byron.
Czytając uważnie Plutarcha, dochodzę do wniosku, że ludzie byli szczęśliwsi na Sycylii za czasu Diona – mimo że nie znali drukarni ani mrożonego ponczu – niż my umiemy być szczęśliwi dzisiaj.
Wolałbym być Arabem z piątego wieku niż Francuzem z dziewiętnastego.
Nie dla owego złudzenia, które rodzi się i umiera co sekundę, chodzi się do teatru, ale aby mieć sposobność pokazania sąsiadowi lub bodaj samemu sobie (jeżeli, na złość, nie ma się sąsiada), że się czytało gruntownie La Harpe'a i że się ma wyrobiony smak. Młodzież kosztuje w ten sposób rozkoszy starych pedantów.
Kobieta należy z prawa do mężczyzny, który ją kocha i którego ona kocha nad życie.
Krystalizacji nie mogą wzbudzić ludzie szablonowi; najniebezpieczniejsi rywale to ludzie najbardziej inni.
W społeczeństwie bardzo wysoko rozwiniętym miłość sercem jest równie naturalna jak miłość fizyczna u dzikich.
M[etylda].
Gdyby nie odcienie, posiadanie ubóstwianej kobiety nie byłoby szczęściem, a nawet byłoby niemożliwe.
L[eonora], 7 października.
Skąd pochodzi nietolerancja stoików? Z tego samego źródła co nietolerancja dewotów. Są zgryźliwi, bo walczą przeciw naturze, bo zmuszają się do wyrzeczeń i cierpią. Gdyby zechcieli szczerze zbadać przyczyny swej nienawiści do tych, co głoszą zasady mniej surowe, musieliby przyznać, że rodzi się ona z tajemnej zawiści o szczęście, którego sobie wzbronili bez wiary w nagrodę, która by stanowiła odszkodowanie za ich ofiarę.
Diderot.
Kobiety zgryźliwe mogłyby spytać same siebie, czy wierzą szczerze, iż droga, którą obrały, wiedzie do szczęścia. Czy w sercu skromnisi nie ma tchórzostwa połączonego z odrobiną niskiej zemsty? Obacz gorycz pani Deshoulières na schyłku życia.
Notatka pana Lemontey.
Nie ma nic pobłażliwszego nad szczerą cnotę, bo nie ma nic szczęśliwszego; ale nawet samej mistress Hutchinson brak jest pobłażliwości.
Bezpośrednio po tym szczęściu idzie szczęście kobiety młodej, ładnej, łatwej, która nie robi sobie wyrzutów. W Mesynie mówiono źle o contessinie Vicenzella: „Cóż chcecie? – powiadała. – Jestem młoda, wolna, bogata, może niebrzydka. Życzę tego samego wszystkim kobietom w Mesynie”. Owa urocza kobieta, która nie chciała mi być czym innym, jak tylko przyjaciółką, to ta sama, która dała mi poznać lube poezje księdza Melli w dialekcie sycylijskim; rozkoszne poezje, mimo że jeszcze popsute mitologią.
Publiczność paryska ma pewien kres uwagi, mianowicie trzy dni; po upływie tego czasu dajcie jej śmierć Napoleona lub skazanie Bérangera na dwa miesiące więzienia – najzupełniej to samo wrażenie lub to samo poczucie nietaktu człowieka, który by wspomniał o tym czwartego dnia. Czy każda wielka stolica musi być taka lub czy to wynika z paryskiej dobroci i lekkomyślności? Dzięki arystokratycznej dumie i obolałej nieśmiałości Londyn jest jedynie zbiornikiem pustelników. To nie stolica. Wiedeń to po prostu oligarchia dwustu rodzin, otoczonych stu pięćdziesięcioma tysiącami rękodzielników lub domowników na ich usługach; to również – nie stolica. Neapol i Paryż – jedyne dwie stolice.
Wyciąg z Podróży Birkbecka, s. 371
Gdyby istniała epoka, w której, wedle pospolitych teorii nazwanych rozsądnymi przez przeciętnych ludzi, więzienie mogłoby być znośne, to niewątpliwie ta, kiedy po kilkoletnim zamknięciu jedynie miesiąc lub dwa dzielą od chwili wypuszczenia na wolność. Ale krystalizacja rozrządza inaczej: ostatni miesiąc jest cięższy niż ostatnie trzy lata. Pan d'Hotelans widział w domu karnym w Melun, jak wielu więźniów odsiadujących od dawna karę, doszedłszy ostatnich miesięcy dzielących ich od dnia swobody, umierało z niecierpliwości.
Nie mogę się oprzeć przyjemności przepisania listu pisanego złą angielszczyzną przez młodą Niemkę. Jest tedy faktem, że istnieje stała miłość i że genialni ludzie to nie sami Mirabeau. Klopstock, wielki poeta, uchodził w Hamburgu za człowieka mogącego się podobać; a oto co jego młoda żona pisze do serdecznej przyjaciółki:
„After having seen him two hours, I was obliged to pass the evening in a company, which never had been so wearisome to me. I could not speak, I could not play; I thought I saw nothing but Klopstock; I saw him the next day, and the following and we were very seriously friends. But the fourth day he departed. It was a strong hour the hour of his departure! He wrote soon after and from that time our correspondence began to be a very diligent one. I sincerely believed my love to be friendship. I spoke with my friends of nothing but Klopstock, and showed his letters. They railed at me and said I was in love. I raillied them again, and said that they must have a very friendshipless heart, if they had no idea of friendship to a man as well as to a woman. Thus it continued eight months, in which time my friends found as much love in Klopstock's letters as in me. I perceived it likewise, but I would not believe it. At the last Klopstock said plainly that he loved; and I started as for a wrong thing; I answered that it was no love, but friendship, as it was what I felt for him; we had not seen one another enough to love (as if love must have more time than friendship). This was sincerely my meaning, an I had this meaning till Klopstock came again to Hamburg. This he did a year after we had seen one another the first time. We saw, we were friends, we loved; and a short time after, I could even tell Klopstock that I loved. But we were obliged to part again, and wait two years for our wedding. My mother would not let marry me a stranger. I could marry then without her consentement, as by the death of my father my fortune depended not on her; but this was a horribie idea for me; and thank heaven that I have prevailed by prayers! At this time knowing Klopstock, she loves him as her lifely son, and thanks god that she has not persisted. We married and I am the happiest wife in the world. In some few months it will be four years that I am so happy329…”
Correspondence of Richardson, t. III, s. 147.
Na zawsze prawne są tylko te związki, które skojarzyła prawdziwa miłość.
M[etylda].
Aby być szczęśliwą przy swobodzie obyczajów, trzeba prostoty, którą spotyka się w Niemczech, we Włoszech, ale nigdy we Francji.
Księżna de C.
Przez pychę Turcy pozbawiają żony wszystkiego, co mogłoby dać pokarm krystalizacji. Żyję od trzech miesięcy wśród narodu330, gdzie przez pychę ludzie utytułowani dojdą niebawem do tego samego.
Ludzie nazywają wstydem wymagania pychy doprowadzonej przez arystokrację do szaleństwa. Jak odważyć się na uchybienie wstydowi? Toteż, jak w Atenach, inteligentni ludzie wybitnie ciągną do kurtyzan, to znaczy do kobiet, które jawny błąd postawił poza komediami wstydu.
Życie Foxa.
W wypadku miłości zatamowanej przez zbyt szybkie zwycięstwo widziałem, jak u tkliwych natur krystalizacja sili się wytworzyć potem. Ona powiada ze śmiechem: „Nie, nie kocham cię”.
Obecne wychowanie kobiet, dziwaczna mieszanina pobożnych ćwiczeń i zmysłowych piosenek (Di piacer mi balza il cor z Gazza ladra331), jest rzeczą doskonale obliczoną na odpędzenie szczęścia. Wychowanie to wydaje najbardziej pomylone głowy. Pani de R., która lękała się śmierci, umarła świeżo, dlatego że ją bawiło wyrzucać lekarstwa przez okno. Te biedne kobieciątka biorą niedorzeczność za wesołość, dlatego że wesołość ma często pozory niedorzeczności. To tak jak Niemiec, który objawia temperament tym, że się rzuca z okna.
Pospolitość, gasząc wyobraźnię, ścina mnie natychmiast śmiertelną nudą; np. dziś wieczór, gdy urocza hrabina K. pokazywała mi listy swoich kochanków, które mnie uraziły swą pospolitością.
Forli, 17 marca. – Henryk.
Wyobraźnia nie była zgaszona; była zbłąkana i pod wpływem wstrętu rychło przestała sobie odtwarzać gruboskórność tych płaskich amantów.
Belgirate, 26 października 1816 332.
Skoro tylko prawdziwa miłość spotyka przeszkody, rodzi z wszelkim prawdopodobieństwem więcej niedoli niż szczęścia; myśl ta może nie być prawdą dla tkliwej duszy, ale jest oczywistością dla większości mężczyzn, osobliwie dla chłodnych filozofów, którzy w zakresie namiętności żyją niemal wyłącznie ciekawością i miłością własną.
Powiedziałem to wczoraj wieczór contessinie Fulwii, kiedyśmy się przechadzali po tarasie Isola Bella, opodal wielkiej sosny. Odparła:
„Nieszczęście odciska się w nas o wiele silniej niż rozkosz. Pierwszą zaletą wszystkiego, co ma nam dawać rozkosz, to mocne wstrząśnienie.
Czy nie można by rzec, iż skoro życie samo składa się jedynie z wrażeń, powszechnym pędem wszystkich istot ludzkich jest uświadomienie własnego życia za pomocą najsilniejszych wrażeń? Mieszkańcy Północy mają mało życia: dość spojrzeć na ich powolne ruchy. Dolce far niente Włochów – to rozkosz sycenia się wzruszeniami duszy leżąc miękko na otomanie, rozkosz niemożliwa, gdy się ugania cały dzień na koniu lub w dorożce jak Anglik lub Rosjanin. Ci ludzie umarliby na otomanie z nudów. Nie mają czemu przyglądać się w swoich duszach.
Miłość daje najsilniejsze wzruszenia; dowodem, iż w tych momentach zapalenia (jak by powiedział fizjolog) serce tworzy owe kojarzenia wrażeń, które zdają się tak niedorzeczne filozofom: Helwecjuszowi, Buffonowi i innym. Kiedyś Luizina, pamięta pan, wpadła do jeziora przez to, że ścigała wzrokiem liść lauru opadły z drzewa na Isola Madre (Wyspy Boromejskie). Biedna kobieta wyznała mi, że któregoś dnia, rozmawiając z nią, kochanek oskubywał gałązkę lauru, mówiąc: «Twoje okrucieństwa i oszczerstwa twojej przyjaciółki nie pozwalają mi korzystać z życia i zdobyć nieco sławy».
Dusza, która pod wpływem jakiejś wielkiej namiętności, ambicji, gry, miłości, zazdrości etc. poznała chwile lęku i bezmiar nieszczęścia, gardzi, przez niepojęty kaprys, spokojnym i sytym szczęściem. Pałacyk w malowniczym położeniu, dostatek, dobra żona, troje ładnych dzieci, mili i liczni przyjaciele – oto słaby zarys tego, co posiada nasz gospodarz, generał C., a przecież wie pan, że jak sam mówił, ciągnie go coś, aby pognać do Neapolu i stanąć na czele powstańców. Dusza stworzona do namiętności czuje rychło, że ją to szczęście nudzi, a może i zanurza w pospolitość. «Wolałbym – powiadał C. – abym nigdy nie był poznał gorączki wielkich namiętności i umiał się zadowolić pozorami szczęścia, którego mi co dzień tak głupio winszują; i jeszcze na domiar zgrozy trzeba mi uprzejmie odpowiadać!».” – Ja dodaję filozoficznie: „Chce pani tysiącznego dowodu, że nie stworzyła nas dobra istota? Oto rozkosz nie działa na naszą istotę ani w połowie tak silnie jak ból333…” Contessina przerwała mi: „Mało jest w życiu cierpień moralnych, które by się nie stały drogie przez wzruszenie, jakie dają; jeżeli istnieje w duszy ziarnko szlachetności, rozkosz ta mnoży się stokrotnie. Człowiek skazany na śmierć w r. 1815 i ocalony przypadkiem (p. de Lavalette na przykład334), jeżeli szedł na stracenie mężnie, musi sobie przypomnieć tę chwilę dziesięć razy na miesiąc; tchórz, który umierał, płacząc i wydając rozpaczliwe krzyki (celnik Morris wrzucony do jeziora, Rob Roy335, III, 120), jeżeli również ocali się przypadkiem, może co najwyżej wspominać z przyjemnością tę chwilę jedynie z powodu tego, że ocalał, a nie dla skarbów męstwa, które odkrył i które odejmują mu na przyszłość wszystkie obawy”.
Ja: Miłość, nawet nieszczęśliwa, daje wrażliwej duszy, dla której rzecz wyrojona jest rzeczą istniejącą, skarby tego rodzaju rozkoszy; znajduje ona cudowne wizje szczęścia i piękności w sobie i w przedmiocie swego kochania. Ileż razy Salviati słyszał, jak Leonora, niby panna Mars w Fałszywych zwierzeniach336, mówiła mu ze swym czarującym uśmiechem: „Ach, tak, tak, kocham cię!”. Oto owe złudzenia, jakich rozsądny człowiek nie zazna nigdy.
Fulwia, wznosząc oczy ku niebu: Tak, dla pana i dla mnie miłość, nawet nieszczęśliwa, byleby nasze uwielbienie dla kochanej istoty nie miało granic, jest najwyższym szczęściem.
(Fulwia ma dwadzieścia trzy lata, jest to najsłynniejsza piękność w ***; gdy tak mówiła, wznosząc oczy ku pięknemu niebu nad Wyspami Boromejskimi, wyraz jej był boski; gwiazdy zdawały się jej odpowiadać. Spuściłem oczy, nie znajdując filozoficznych kontrargumentów. Ona mówiła dalej:) I wszystko to, co świat nazywa szczęściem, niewarte jest zachodów. Sądzę, że jedynie wzgarda może wyleczyć z tej namiętności; nie wzgarda zbyt silna, to byłoby męką, ale na przykład dla was, mężczyzn, widzieć, że wasza ubóstwiana kocha człowieka tępego i prozaicznego lub że was poświęca dla przyjemności wykwintu i zbytku, jakie znajduje u przyjaciółki.
Chcieć znaczy mieć odwagę narażenia się na przykrość: narażać się znaczy wyzywać los, znaczy grać. Są wojskowi, którzy nie mogą istnieć bez tej gry, przez co stają się nieznośni w życiu rodzinnym.
Generał Teulié mówił mi dziś wieczór, że odkrył przyczynę straszliwej oschłości i jałowości, jaka go ogarnia w towarzystwie kobiet wymuszonych: mianowicie późniejsze uczucie gorzkiego wstydu, że odsłonił z zapałem swą duszę wobec takich istot. (A kiedy nie mówił całą duszą, bodaj o lada głupstwie, nie miał nic do powiedzenia. Widziałem zresztą, że nie umiał znaleźć o niczym zdawkowego frazesu. Przez to w oczach mizdrzących się kobiet wydawał się w istocie przesadny i śmieszny. Niebo nie stworzyło go do elegancji).
Na dworze bezbożność jest w złym tonie, ponieważ uchodzi za przeciwną interesom władcy; bezbożność jest również w złym tonie w obecności młodych panien, to by im przeszkodziło znaleźć męża. Trzeba przyznać, że jeżeli Bóg istnieje337, musi mu być miło, że go czczą dla takich pobudek.
W duszy wielkiego malarza lub wielkiego poety miłość jest boska, jako iż zstokrotnia rozkosze sztuki, której piękności są dla niego powszednim chlebem. Iluż wielkich artystów nie przeczuwa ani swej duszy, ani swego geniuszu! Często myślą, że brak im talentu do rzeczy, którą ubóstwiają, ponieważ nie są w zgodzie z eunuchami seraju, panami La Harpe etc.; dla tych ludzi nawet nieszczęśliwa miłość jest szczęściem.
Obraz pierwszej miłości najpowszechniej wzrusza; czemu? dlatego, że jest prawie jednaki we wszystkich stanach, krajach, charakterach. Zatem ta pierwsza miłość nie jest najbardziej namiętna.
Rozsądek! rozsądek! Oto co krzyczą wciąż w uszy biednemu kochankowi. W r. 1760, w najgorętszym momencie siedmioletniej wojny, Grimm pisał: „Nie ma wątpienia, że król pruski byłby mógł zapobiec tej wojnie przed jej wybuchem, ustępując Śląsk. Byłby uczynił bardzo rozsądnie. Ileż nieszczęść byłby oszczędził!”. Co może mieć wspólnego posiadanie prowincji ze szczęściem króla? Czy wielki elektor nie był szczęśliwym i szanowanym władcą, chociaż nie miał Śląska? Oto jak król mógłby postąpić, idąc za wskazaniami najzdrowszego rozsądku. Ale nie wiem, czym się to dzieje, ów król byłby przedmiotem wzgardy całego świata; gdy Fryderyk, poświęcając wszystko potrzebie zachowania Śląska, okrył się nieśmiertelną chwałą.
Syn Kromwela postąpił bezwarunkowo najroztropniej w świecie; wolał zacisze i spokój niż kłopoty i niebezpieczeństwa panowania nad ludem ponurym, zaciekłym i dumnym. Mędrcem tym gardzili współcześni i potomni, ojciec zaś jego został wielki w opinii narodów.
Piękna pokutnica jest to wspaniały motyw hiszpańskiego teatru338, zepsuty po angielsku i po francusku przez Otwaya i Colardeau. Kalistę zgwałcił człowiek, którego ona ubóstwia, który bywa odpychający przez swą nieokiełzaną dumę, ale którego talenty, dowcip, wdzięk, wszystko wreszcie błyszczy przemożnym urokiem. Lotario byłby zbyt luby, gdyby umiał powściągnąć te występne porywy; poza tym odwieczna nienawiść wznosi się między jego rodem a rodziną ukochanej. Rodziny te stoją na czele dwóch stronnictw, które w pełni średniowiecznych okropności dzielą miasto hiszpańskie. Sciolto, ojciec Kalisty, jest głową drugiego stronnictwa, będącego w danej chwili górą; wie, że Lotario odważył się targnąć na jego córkę. Słaba Kalista ugina się pod brzemieniem hańby i miłości. Ojciec jej postarał się dla swego wroga o dowództwo floty jadącej na daleką i niebezpieczną wyprawę, w której prawdopodobnie Lotario znajdzie śmierć. W tragedii Colardeau oznajmia tę nowinę córce. Na te słowa miłość Kalisty wydziera się jej:
Osądźcie grozę sytuacji; słowo więcej, a Sciolto przejrzy miłość do Lotaria. Oszołomiony ojciec woła:
Na co Kalista, opanowawszy się, odpowiada:
Tymi słowy Kalista usypia podejrzenie ojca, bez obłudy wszakże, gdyż wyraz jej uczuć jest szczery. Istnienie człowieka, którego kocha, a który ją znieważył, musi zatruwać jej życie, choćby człowiek ten był na krańcu świata; jedynie śmierć jego mogłaby jej wrócić spokój, gdyby istniał spokój dla nieszczęśliwych kochanków… Niebawem Lotario ginie, a Kalista na swoje szczęście umiera.
«Oto mi wiele płaczu i krzyków dla drobnostki! – orzekli chłodni ludzie, strojący się mianem filozofów. – Zuchwały i porywczy człowiek nadużywa słabości, jaką kobieta ma dla niego; nie ma nad czym rozpaczać lub przynajmniej nie ma powodu zaprzątać się strapieniem Kalisty. Niech się po prostu oswoi z tym, że należała do swego kochanka, a z pewnością nie będzie pierwszą zacną kobietą, która się pogodziła z takim nieszczęściem339».
Ryszard Kromwel, król pruski, Kalista z naturą taką, jaką niebo im dało, mogli znaleźć spokój i szczęście, jedynie czyniąc tak, a nie inaczej. Postępowanie dwojga ostatnich jest wybitnie nierozsądne, a jednak się ich szanuje.
Żagań 1813.
O stałości po dostąpieniu szczęścia można wróżyć jedynie wedle stałości, którą mimo okrutnych zwątpień, zazdrości i śmiesznostek okazał ktoś przed posiadaniem.
Wobec kobiety rozpaczającej po śmierci kochanka zabitego na wojnie i pragnącej iść za nim trzeba wpierw rozważyć, czy to jej postanowienie nie jest dobre; w razie zaś przeciwnym można, za pomocą nawyku tak zadawnionego w sercu ludzkim, uderzyć w instynkt zachowawczy. Jeśli ta kobieta ma wroga, można jej wmówić, że ten wróg uzyskał rozkaz jej uwięzienia. Jeśli ta groźba nie spotęguje w niej żądzy śmierci, pomyśli może o tym, aby się schronić dla uniknięcia więzienia. Będzie się kryła trzy tygodnie z jednej kryjówki do drugiej; uwiężą ją i po trzech dniach się wymknie. Wówczas znajdzie się dla niej pod przybranym mianem schronienie w mieście bardzo odległym, możliwie najmniej podobnym do tego, w którym żyła z rozpaczy. Ale kto zechce się poświęcić, aby pocieszać istotę tak nieszczęśliwą i tak obojętną na przyjaźń?
Warszawa 1808.
Uczeni akademicy sądzą o obyczajach danego narodu z języka: i otóż Włochy są krajem, gdzie najrzadziej wymawia się słowo „miłość”, ale zawsze amicizia i avvicinar (amicizia na miłość, avvicinar na zaloty uwieńczone powodzeniem).
Słownik muzyczny nie istnieje jeszcze, nawet go nie zaczęto; przypadkowo jedynie znajduje się frazy, które mówią: „jestem wściekły” albo „kocham cię” oraz ich odcienie. Maestro znajduje te frazy jedynie wówczas, kiedy mu je podsunie kipiąca w sercu namiętność lub jej wspomnienie. Ludzie, którzy w gorących latach młodości uczą się zamiast czuć, nie mogą tedy być artystami: nic prostszego nad ten związek.
Władza kobiet jest o wiele za duża we Francji, władza kobiety o wiele za szczupła.
Największe pochlebstwo, jakie najgorętsza wyobraźnia zdołałaby wymyślić dla dorastającego obecnie u nas pokolenia, mającego rychło objąć w posiadanie życie, opinię i władzę, okazuje się prawdą jaśniejszą niż słońce! To pokolenie nie ma nic prowadzić dalej, ale musi wszystko stworzyć. Wielką zasługą Napoleona jest to, że oczyścił dom.
Chciałbym móc coś powiedzieć o pocieszaniu. Ludzie nie dosyć próbują pocieszać.
Ogólną zasadą jest, że trzeba się starać stworzyć krystalizację o ile można najodleglejszą od przyczyny będącej źródłem cierpienia.
Trzeba mieć tę odwagę, aby się nieco zapuścić w anatomię dla odkrycia nieznanej zasady.
Jeżeli zajrzymy do jedenastego rozdziału dzieła pana Villermé o więzieniach (Paryż 1820), dowiemy się, że więźniowie si maritano fra di loro340 (termin gwary więziennej). Kobiety si maritano anche fra di loro (również żenią się między sobą) i ogółem związki ich odznaczają się wiernością, której nie widzi się u mężczyzn, a która jest wynikiem większej wstydliwości.
„U Św. Łazarza – powiada p. Villermé na s. 96 – w październiku r. 1818 kobieta pchnęła się kilkakrotnie nożem, ponieważ przyjaciółka rzuciła ją dla nowo przybyłej.
Zazwyczaj młodsza przywiązuje się do starszej”.
Vivacità, leggerezza soggettissima a prendere puntiglio, occupazione di ogni momento delle apparenze della propria esistenza agli occhi altrui: ecco i tre gran caratteri di questa pianta che risveglia Europa nell 1808 341.
Wśród Włochów dobrzy to ci, którzy zachowali jeszcze nieco dzikości i skłonności krwiożerczych: mieszkańcy Romanii, Kalabryjczycy, z cywilizowańszych342 zaś Breseńczycy, Piemontczycy, Korsykanie.
Mieszczuch florencki jest jeszcze większy baran niż paryski.
Szpiegostwo Leopolda spodliło go na zawsze343. Obacz list pana Courier o bibliotekarzu Furia i o szambelanie Puccinim.
Bawi mnie, gdy widzę, jak ludzie szczerzy nie mogą się nigdy pogodzić, jak obrzucają się obelgami, myślą zaś o sobie jeszcze gorzej. Żyć to znaczy czuć życie; to znaczy mieć silne wzruszenia. Ponieważ dla każdego indywiduum stopień tej siły jest inny, to, co jest przykre jednemu człowiekowi jako zbyt mocne, potrzebne jest drugiemu, aby obudzić jego zainteresowanie. Na przykład wrażenie, że się uniknęło kuli armatniej, gdy się jest w ogniu, wrażenie zapuszczania się w głąb Rosji w pościgu za tymi nowymi Partami, toż samo tragedia Szekspira i tragedia Racine'a etc., etc.
Orsza, 13 sierpnia 1812.
Przede wszystkim rozkosz nie sprawia ani w połowie tyle wrażenia co ból; po wtóre, poza tym niedoborem wzruszeń obraz szczęścia budzi co najmniej o połowę mniej współudziału co obraz niedoli. Zatem poeci mogą malować nieszczęścia bodaj z największą siłą; trzeba im się strzec tylko jednej rafy, mianowicie przedmiotów budzących niesmak. Ale i tu miara wrażenia zależy od monarchii lub republiki. Styl Ludwika XIV pomnożył stokrotnie ilość odrażających przedmiotów. (Poezje Crabbe'a).
Przez sam fakt istnienia monarchii Ludwika XIV, otoczonej szlachtą, wszystko, co jest w sztuce proste, staje się gminne. Dostojna osobistość, której się rzecz pokazuje, czuje się dotknięta; jest to uczucie szczere, a więc godne szacunku.
Spójrzcie, co czuły Racine umiał wydobyć z heroicznej i tak w starożytności uświęconej przyjaźni Oresta i Pylada. Orestes tyka Pylada, a Pylades odpowiada mu „dostojny panie”. I chcą, aby Racine był dla nas najbardziej wzruszającym autorem! Jeżeli kogo nie przekona taki przykład, mówmy o czym innym.
„Skoro tylko ma się nadzieję zemsty, zaczyna się na nowo nienawidzić… Dopiero w ostatnim tygodniu więzienia przyszła mi myśl, aby uciec i złamać wiarę przyjacielowi”. (Dwa zwierzenia, jakie dziś wieczór uczynił w mej obecności morderca z dobrej sfery, który nam opowiedział całą swą historię).
Faenza 1817.
Gdyby cała Europa się złożyła, nie zdobyłaby się ani na jedną z naszych dobrych książek francuskich: Listy perskie na przykład.
Nazywam rozkoszą wszelkie wrażenie, którego dusza woli doświadczać niż nie doświadczać344.
Nazywam przykrością wszelkie wrażenie, którego dusza woli nie doświadczać niż doświadczać.
Jeżeli pragnę raczej usnąć niż czuć to, czego doznaję, nie ma wątpienia, że to jest przykrość. Zatem pragnienia miłosne nie są przykrością, gdyż aby móc marzyć do woli, zakochany opuszcza najmilsze towarzystwo.
W miarę trwania rozkosze fizyczne maleją, a przykrości rosną.
Co do rozkoszy duchowych, zwiększają się one lub maleją w miarę trwania, zależnie od namiętności: np. po półrocznym studiowaniu astronomii tym bardziej kocha się astronomię; po roku sknerstwa bardziej się kocha pieniądze.
Przykrości duchowe maleją w miarę trwania. „Ileż wdów szczerze strapionych pociesza się z czasem!” Milady Waldegrave, bratanica Horacego Walpole.
Przypuśćmy, że człowiekowi w stanie obojętności zdarzy się przyjemność; przypuśćmy innego człowieka w stanie żywej boleści, która ustanie nagle; czy przyjemność, jaką odczuje, jest tego samego rodzaju co u pierwszego człowieka? Pan Verri powiada, że tak, mnie się zdaje, że nie.
Nie każda rozkosz płynie z ustania bólu.
Ktoś miał od dawna sześć tysięcy franków renty; naraz wygrywa pięćset tysięcy na loterii. Człowiek ten odzwyczaił się od pożądania rzeczy, które można mieć jedynie przy wielkim majątku. (Powiem nawiasem, że jedna z ujemnych stron Paryża to łatwość postradania tej zdolności).
Wynajdują maszynkę do zacinania piór; kupuję ją dziś rano. Jest to dla mnie wielka przyjemność, niecierpliwiło mnie zacinanie piór; ale ostatecznie nie byłem nieszczęśliwy wczoraj przez brak tej maszynki. Czy Petrarka był nieszczęśliwy, że nie pijał kawy?
Zbyteczne jest określać szczęście, wszyscy je znają; na przykład pierwsza kuropatwa, którą się zastrzeli w lot w dwunastym roku życia, pierwsza bitwa, z której się wyjdzie zdrów i cały w siedemnastym.
Przyjemność, która jest tylko ustaniem przykrości, mija szybko i po kilku latach wspomnienie jej nawet nie jest miłe. Jednego z moich znajomych zranił w bok ułamek granatu w bitwie pod Moskwą; po kilku dniach groziła mu gangrena; w kilka godzin zdołano zebrać pp. Béclar, Larrey i paru cenionych chirurgów; odbyli naradę, po której oznajmili memu przyjacielowi, że nie ma gangreny. Widziałem w tej chwili jego szczęście, było ono wielkie, ale nie było czyste. Potajemnie nie wierzył, aby był zupełnie poza niebezpieczeństwem; kontrolował sąd chirurgów, rozważał, czy może na nich polegać. Widział jeszcze możliwość gangreny. Dziś, po ośmiu latach, kiedy mu przypomnieć tę konsultację, doświadcza przykrości: nagle staje mu przed oczyma jedno z nieszczęść jego życia.
Przyjemność spowodowana ustaniem przykrości polega: 1° na pokonaniu wszelkich zarzutów, jakie sobie człowiek kolejno czyni; 2° na przeglądzie wszystkich korzyści, których miał być pozbawiony.
Przyjemność wywołana zyskiem pół miliona franków polega na przewidywaniu nowych i niezwykłych przyjemności, jakie nas czekają.
Istnieje osobliwy wyjątek: trzeba zważyć, czy ten człowiek zanadto albo za mało nawykł pożądać wielkiego majątku. Jeżeli za mało, jeżeli ma zbyt ograniczone horyzonty, będzie doświadczał jakiś czas uczucia zakłopotania.
Jeśli nawykł często pożądać majątku, wyczerpał z góry użycie nadużyciem wyobraźni.
Nieszczęście to nie zdarza się w namiętnej miłości.
Rozpłomieniona dusza nie wyobraża sobie rozkoszy największej, ale najbliższą. Na przykład wyobrazisz sobie uścisk dłoni ukochanej, która obchodzi się z tobą obojętnie. Wyobraźnia nie jest skłonna sięgać poza to; jeśli ją gwałcić, cofa się po chwili z obawy skalania tej, którą ubóstwia.
Kiedy rozkosz przebiegła całą swą kolej, jasne jest, że popadamy w obojętność; ale ta obojętność inna jest niż poprzednia. Ów drugi stan różni się od pierwszego tym, że nie bylibyśmy już zdolni z tym samym upojeniem kosztować rozkoszy, którąśmy dopiero przeżyli.
Organy służące do jej kosztowania są zmęczone i wyobraźnia nie ma już poprzedniej zdolności tworzenia obrazów, które byłyby miłe zadowolonym już pragnieniom.
Ale jeżeli w pełni rozkoszy oderwać nas od niej, wówczas rodzi się ból.
Zdolność do miłości fizycznej, a nawet do rozkoszy fizycznej nie jest jednaka u obu płci. Na wspak mężczyznom prawie wszystkie kobiety są bodaj zdolne do pewnego rodzaju miłości. Od pierwszego romansu, który kobieta czytała ukradkiem w piętnastym roku, czeka ona potajemnie na wielką namiętność. Wielka namiętność to dla niej próba jej wartości. Oczekiwanie to potęguje się koło dwudziestego roku, kiedy minęły pierwsze wzruszenia; gdy mężczyźni, zaledwie dojdą trzydziestki, uważają miłość za niemożliwą lub śmieszną.
Od szóstego roku życia przyzwyczajamy się szukać szczęścia na tych samych drogach co nasi rodzice. Duma matki contessiny Nelli stała się początkiem nieszczęścia tej lubej kobiety, a ona sama pogłębia je przez tę samą obłędną pychę.
Wenecja 1819.
Piszą mi z Paryża, że widziano tam (wystawa r. 1822) jakieś tysiąc obrazów przedstawiających tematy z Pisma Świętego, malowanych przez malarzy, którzy nie bardzo w to Pismo wierzą, podziwianych i sądzonych przez ludzi, którzy również w nie nie wierzą, i wreszcie kupowanych przez ludzi, którzy też w nie nie wierzą.
Szuka się potem przyczyn upadku sztuki!
Nie wierząc w to, co mówi, artysta lęka się wciąż wydać przesadny i śmieszny. W jaki sposób doszedłby do wielkości? Nic go nie pcha do niej.
Lettera di Roma, giugno 1822.
Jednym z największych poetów, jacy wedle mnie pojawili się w ostatnich czasach, to Robert Burns, wieśniak szkocki, który umarł w nędzy. Miał jako celnik siedemdziesiąt ludwików rocznie, na siebie, żonę i czworo dzieci. Trzeba przyznać, że tyran Napoleon był wspaniałomyślniejszy wobec swego wroga Chéniera na przykład. Burns nie miał nic z angielskiej obłudy. Jest to natura rzymska bez rycerskości i honoru. Brak mi tu miejsca, aby opowiedzieć jego miłość z Mary Campbell i smutny jej koniec. Zauważę jedynie, że Edynburg jest na tej samej szerokości geograficznej co Moskwa, co mogłoby naruszyć nieco moją teorię klimatów.
„One of Burns's remarks, when he first came to Edinburgh, was that between the men of rustic life and the polite world he observed little difference, that in the former, though unpolished by fashion and unenlightened by science, he had found much observation and much intelligence; but a refined and accomplished woman was a being almost new to him, and of which he had formed but a very inadequate idea345”.
Londyn, 1 listopada 1821, t. V, s. 69.
Miłość jest jedyną namiętnością, która się płaci monetą z własnej mennicy.
Komplementy, jakimi się karmi trzyletnie dziewczynki, są idealnym sposobem wszczepienia im najzgubniejszej próżności. Być ładną – oto główna cnota, największa zaleta w świecie. Mieć ładną suknię znaczy być ładną.
Te głupie komplementy mają obieg jedynie wśród mieszczaństwa; dla ludzi jeżdżących karetą są one na szczęście w złym tonie jako zbyt łatwe.
Loreto, 11 września 1811.
Widziałem niedawno bardzo ładny batalion z tutejszych mieszkańców; jest to resztka czterech tysięcy ludzi, którzy poszli na Wiedeń w r. 1809. Przeszedłem szeregi z pułkownikiem i kazałem kilku żołnierzom opowiedzieć mi swoje dzieje. Oto zaiste cnota średniowiecznych republik, mniej lub więcej zbękarcona przez Hiszpanów346, księży i przez dwa wieki nikczemnych i okrutnych rządów, jakie kolejno plugawiły ten kraj347.
Świetny honor rycerski, wzniosły i niedorzeczny, to egzotyczna roślina przywieziona dopiero od niewielu lat. Nie ma go ani śladu w r. 1740. Obacz de Brosses'a. Oficerowie spod Montenotte i Rivoli mieli zbyt wiele sposobności pokazania sąsiadom prawdziwego męstwa, aby naśladować honor mało znany pod strzechami, które żołnierz z r. 1796 niedawno opuścił – ten honor wydałby się im bardzo pocieszny.
Nie było w r. 1796 ani Legii Honorowej, ani kultu jednego człowieka; ale było wiele prostoty i cnót godnych Desaixa. Honor przeszczepili do Włoch ludzie zbyt rozsądni i zbyt cnotliwi, aby mogli być bardzo świetni. Czuć, że daleko jest od żołnierzy z r. 96, wygrywających dwadzieścia bitew w ciągu roku, bez butów i ubrania, do świetnych pułków spod Fontenoy348, powiadających z grzecznym ukłonem Anglikom: „Panowie, bądźcie łaskawi strzelać pierwsi”.
Przypuszczam, że o wartości jakiegoś sposobu życia trzeba sądzić wedle jego przedstawiciela: na przykład Ryszard Lwie Serce okazał na tronie niezrównany heroizm i dzielność rycerską, a jako król był zerem.
Opinia publiczna w r. 1822. Jeżeli trzydziestoletni mężczyzna uwiedzie dziewczynę piętnastoletnią, hańba spada na dziewczynę.
W dziesięć lat później znów spotkałem hrabinę Oktawię; rozpłakała się na mój widok; przypomniałem jej Ogińskiego. „Nie mogę już kochać” – rzekła; ja odparłem jej z poetą: „How changed, how saddened, yet how elevated was her character349!
Jak obyczaje angielskie urodziły się między r. 1688 a 1730, tak francuskie urodzą się między 1815 a 1880. Nie będzie nic piękniejszego, sprawiedliwszego, szczęśliwszego niż stan moralny Francji około r. 1900. Obecnie jest niczym. To, co jest hańbą przy ulicy Belle-Chasse, jest bohaterskim czynem przy ulicy Mont-Blanc; wśród tych wszystkich bredni ludzie naprawdę godni wzgardy chronią się przed nią z ulicy w ulicę. Mieliśmy jeden ratunek – wolność prasy, która każdemu w końcu mówi prawdę w oczy, kiedy zaś prawda ta staje się sądem publicznym, zostaje. Wydzierają nam to lekarstwo, to opóźni nieco narodziny moralności.
Ksiądz Rousseau był to biedny młodzieniec (1784), zmuszony uganiać od rana do wieczora po mieście, dając lekcje historii i geografii. Zakochał się w jednej z uczennic, jak Abelard w Heloizie, jak Saint-Preux w Julii; z mniejszym szczęściem zapewne, ale prawdopodobnie dość blisko szczęścia; z namiętnością nie mniejszą niż Saint-Preux, ale z duszą uczciwszą, delikatniejszą, a zwłaszcza hartowniejszą, uczynił z siebie ofiarę swej miłości. Oto co napisał, nim sobie strzelił w łeb, zjadłszy obiad w Palais-Royal bez śladu wzruszenia lub szaleństwa. List ten, dość interesujący, aby go warto było przechować, skopiowano z protokołu sporządzonego przez komisarza i urzędników policji.
„Niepojęta sprzeczność istniejąca między szlachectwem mych uczuć a nikczemnością urodzenia, miłość równie gwałtowna jak niezwalczona do uroczej panienki350, obawa, aby się nie stać przyczyną jej niesławy, konieczność wyboru między zbrodnią a śmiercią, wszystko to skłoniło mnie do rozstania się z życiem. Byłem stworzony do cnoty, miałem się stać zbrodniarzem, wolałem umrzeć” (Grimm, cz. III, t. II, s. 495).
Oto wzniosłe samobójstwo, które byłoby wręcz niedorzeczne na tle obyczajów r. 1880.
Daremny wysiłek, nigdy Francuzi w zakresie sztuk pięknych nie przekroczą tego, co ładne.
Komizm, który wymaga werwy u publiczności, a brio351 u aktora, rozkoszne żarty Palomby, grywane w Neapolu przez Casaccia, niemożliwe byłyby w Paryżu; ładne, i nic ponad ładne, okrzyczane co prawda niekiedy za wzniosłe.
Widzi czytelnik, że nie spekuluję na ogół na próżności narodowej.
Bardzo lubimy piękny obraz, rzekli Francuzi; i mówią prawdę; ale wymagamy – zasadniczy warunek piękności – aby malarz malując go stał cały czas na jednej nodze. Wiersze w utworach dramatycznych.
O wiele mniej jest zawiści w Ameryce niż we Francji i o wiele mniej dowcipu.
Tyrania na wzór Filipa II tak dalece spodliła dusze od r. 1530, od którego to czasu ciąży nad obszarem świata, że biedni pisarze włoscy nie mieli jeszcze odwagi stworzenia powieści swego kraju. A przecież, przy zasadzie naturalności, nic prostszego: trzeba mieć odwagę kopiować szczerze to, co bije w oczy. Patrz kardynała Consalvi rozbierającego poważnie przez trzy godziny, w r. 1822, libretto opery komicznej i powiadającego z niepokojem do maestra: „ale pan coś za często powtarza to słowo cozzar, cozzar352”?
Heloiza mówi o miłości; jakiś furfant też mówi o miłości; czy czujecie, że te rzeczy ledwie nazwę mają wspólną? To tak jak gust do występów i miłość muzyki. Rozkosze próżności, jakie zapewnia ci twoja harfa w świetnym towarzystwie, lub upodobanie w marzeniu tkliwym, samotnym, nieśmiałym.
Kiedy się świeżo widziało ukochaną kobietę, widok wszelkiej innej rani oczy, sprawia fizyczny ból; rozumiem czemu.
Odpowiedź na zarzut.
Zupełna swoboda i zażyłość mogą istnieć jedynie w prawdziwej namiętności; w każdym innym gatunku miłości czuje się możliwość szczęśliwego rywala.
U człowieka, który, chcąc się wyzwolić z życia, zażył truciznę, istota moralna umarła; zdumiony tym, co uczynił i czego ma doświadczyć, nie zwraca już uwagi na nic; parę nielicznych wyjątków.
Stary kapitan okrętu, wuj autora, któremu przypisuję niniejszy rękopis, uważa za szczyt śmieszności zaprzątanie się przez sześćset stronic rzeczą tak błahą jak miłość; ale ta rzecz tak błaha jest wszakże jedyną bronią, jaką można ugodzić silną duszę. Cóż przeszkodziło w r. 1814 panu de Maubreuil zgładzić Napoleona w lesie pod Fontainebleau? Wzgardliwe spojrzenie ładnej kobiety353. Cóż za różnica w losach świata, gdyby Napoleon zginął wraz z synem w r. 1814!
Przepisuję ten ustęp z francuskiego listu otrzymanego ze Znojma, z nadmienieniem, że nie znam człowieka zdolnego pojąć niepospolitą kobietę, która do mnie pisze:
„Przypadek wiele znaczy w miłości. Kiedy przez rok nie czytałam nic po angielsku, byle powieść wydaje mi się urocza. Po miłości duszy prozaicznej, to znaczy ospałej i wystraszonej wszystkim, co subtelne, a odczuwającej żywo jedynie „to, co pospolite: pieniądze, ambicję posiadania pięknych koni, pragnienia fizyczne etc., łatwo może się wydać obrazą postępowanie człowieka o duszy porywczej, gorącej, z nieokiełzaną wyobraźnią, żyjącego tylko miłością, zapominającego o reszcie, działającego bez ustanku, i to gwałtownie, gdy pierwszy dawał się jedynie prowadzić i nie działał nigdy sam z siebie. Wstrząśnienie, o jakie przyprawia, może urazić to, cośmy nazywali zeszłego roku w Cytawie dumą niewieścią: to po francusku, nieprawdaż? Wobec takiej miłości doznaje się wstrząśnienia, uczucia, którego nie znało się przy pierwszym kochanku (że zaś ten pierwszy zginął nagle na wojnie, pozostał wzorem doskonałości), uczucia, które dusza harda i nieostrzelana w miłostkach może łatwo pomieniać z obrazą”.
Godfryd Rudel z Blaye był to bardzo możny pan, książę na Blaye; rozkochał się w księżniczce trypolitańskiej, na niewidziane, dla jej wielkich cnót i dworności, o których słyszał od pielgrzymów ciągnących z Antiochii. Ułożył dla niej mnogo wdzięcznych pieśni o pięknych melodiach, a nikłych słowach; wiedziony żądzą ujrzenia jej, przystał do krzyżowców i puścił się za morze. I zdarzyło się, że na okręcie chwyciła go wielka choroba, tak że ci, co byli z nim, myśleli, że umarł; ale dokazali tyle, że go dowieźli do Trypolisu do jakiejś gospody, jak człowieka umarłego. Dano o tym znać księżniczce i przyszła do łoża, i wzięła go w ramiona. On poznał, że to księżniczka; odzyskał wzrok i słuch i pochwalił Boga, i podziękował, że mu wrócił życie, aby mógł ujrzeć. I tak umarł w ramionach księżniczki, i dała go zaszczytnie pochować u braci templariuszów w Trypolisie. A potem, tego samego dnia, wstąpiła do klasztoru z przyczyny bólu, jaki jej sprawiła jego śmierć354.
Oto osobliwy dowód szaleństwa zwanego krystalizacją, zawarty w Pamiętnikach mistress Hutchinson:
„…He told to Mr. Hutchinson a very true story of a gentleman who not long before had come for some time to lodge in Richmond, and found all the people he came in company with, bewailing the death of a gentlewoman that had lived there. Hearing her so much deplored he made inquiry after her, and grew so in love with the description, that no other discourse could at first please him, nor could he at last endure any other; he grew desperately melancholy, and would go to a mount where the print of her foot was cut, and lie there pining and kissing of it all the day long, till at length death in some months' space concluded his languishment. This story was very true355”.
(T. I, s. 83).
Lisio Visconti nie był wielkim łykaczem książek. Poza tym, co mógł widzieć, wędrując po świecie, zarys ten opiera się na pamiętnikach piętnastu lub dwudziestu sławnych osobistości. Gdyby przypadkiem któryś z czytelników uważał, że te błahostki warte są chwili uwagi, oto książki; z których Lisio czerpał swoje refleksje i wnioski:
Życie Benvenuta Cellini spisane przez niego samego.
Nowele Cervantesa i Scarrona.
Manon Lescaut i Dziekan z Killerine przez ks. Prévost.
Listy łacińskie Heloizy do Abelarda.
Tom Jones.
Listy zakonnicy portugalskiej.
Parę romansów Augusta La Fontaine.
Dzieje Toskanii Pignottiego.
Werter.
Brantôme.
Pamiętnik Carla Gozzi (Wenecja 1760); wyłącznie 80 stronic dziejów jego miłostek.
Pamiętniki Lauzuna, Saint-Simona, pani d'Épinay, pani de Staal, Marmontela, Bezenvala, pani Roland, Duclosa, Horacego Walpole, Evelyna, pani Hutchinson.
Listy panny de Lespinasse.
Jedna z największych osobistości naszych czasów, jeden z najwybitniejszych ludzi w Kościele i w państwie opowiadał nam dziś wieczór (styczeń 1822) u pani de M. prawdziwe niebezpieczeństwa, na jakie był wystawiony w czasie Terroru356.
– Miałem to nieszczęście, że byłem jednym z najwybitniejszych członków Konstytuanty; siedziałem w Paryżu, kryjąc się po trosze, dopóki była nadzieja ratunku dobrej sprawy. Wreszcie, kiedy niebezpieczeństwo rosło, a cudzoziemcy nie podejmowali na naszą rzecz żadnych kroków, postanowiłem wyjechać; ale trzeba było jechać bez paszportu. Ponieważ wszyscy udawali się do Koblencji, zamierzyłem wyjechać przez Calais. Ale portret mój był przed kilkunastu miesiącami tak rozpowszechniony, że poznano mnie na ostatniej poczcie; mimo to przepuszczono mnie. Przybyłem do gospody w Calais, gdzie jak można sobie wyobrazić, nie spałem wcale; i bardzo szczęśliwie, gdyż około czwartej rano usłyszałem, że ktoś wyraźnie wymawia moje nazwisko. Zrywam się i ubieram, równocześnie zaś mimo ciemności poznaję gwardzistów narodowych uzbrojonych w fuzje: otworzono im bramę i właśnie wchodzili w dziedziniec. Szczęściem lało jak z cebra; był to zimowy ranek, bardzo ciemny i wietrzny. Ciemność i szmer wiatru pozwoliły mi uciec przez tylne podwórze i stajnię. I oto znalazłem się na ulicy o siódmej rano, zupełnie bezradny.
Sądziłem, że będą mnie ścigać. Nie bardzo wiedząc, co czynię, udałem się do portu, na pomost. Wyznaję, że straciłem nieco głowę, widziałem przed sobą jedynie gilotynę.
Właśnie jakiś statek wypływał z portu przy bardzo wzburzonym morzu; był już o jakich dwadzieścia sążni od pomostu. Naraz słyszę od strony morza krzyki, jak gdyby mnie ktoś wołał. Widzę nadpływającą łódkę. „Dalej, siadać, czekają na pana!” Siadam machinalnie do łódki. Był tam człowiek, który mi szepnął: „Widziałem, jak pan chodzi po pomoście z przerażoną miną, pomyślałem, że to może jakiś nieszczęśliwy wywołaniec357. Powiedziałem, że pan jest moim przyjacielem, któregom oczekiwał; udaj morską chorobę i skryj się na dole w ciemnym kącie”.
– Och, cóż za piękny czyn! – wykrzyknęła pani domu, zaledwie oddychając, wzruszona do łez długą i wymowną opowieścią księdza. – Ileż dzięków musiała Wasza Eminencja złożyć szlachetnemu nieznajomemu! Jakże on się nazywał?
– Nie wiem – odparł ksiądz nieco zakłopotany.
Nastała w salonie chwila głębokiego milczenia.
Ojciec (minister***): Winszuję ci, mój synu; bardzo to miło dla ciebie być zaproszonym do księcia***. Dla człowieka w twoim wieku to wielkie wyróżnienie. Pamiętaj stawić się w pałacu*** o szóstej. Syn: Mam nadzieję, że i ty, ojcze, będziesz na tym obiedzie.
Ojciec: Książę*** zawsze bardzo łaskaw dla naszej rodziny; podejmując cię pierwszy raz, i mnie raczył zaprosić.
Syn, młody człowiek dobrze urodzony i starannie wychowany, nie omieszkał stawić się w pałacu*** o szóstej. Podano do stołu o siódmej. Syn znalazł się naprzeciw ojca. Każdy gość miał koło siebie nagą kobietę. Usługiwało dwudziestu lokajów w paradnych liberiach358.
Londyn, w sierpniu 1817.
W życiu nie uderzył mnie tak i nie onieśmielił widok piękności jak dziś wieczór na koncercie u pani Pasta.
Kiedy śpiewała, otaczały ją trzy rzędy kobiet tak pięknych, o piękności tak czystej i niebiańskiej, że czułem, jak spuszczam oczy ze czci, miast podnieść je, aby się rozkoszować i podziwiać. To mi się nie zdarzyło w żadnym kraju, nawet w moich drogich Włoszech.
Jedna rzecz jest bezwarunkowo niemożliwa w sztuce we Francji, mianowicie zapał. Człowiek porwany czymś byłby nadto śmieszny; wydawałby się zbyt szczęśliwy. Popatrzcie na wenecjanina, gdy wygłasza satyry Burattiego.
Były w Walencji, w Hiszpanii, dwie przyjaciółki, bardzo uczciwe i należące do najlepszych rodzin. Do jednej z nich zalecał się oficer francuski, który pokochał ją namiętnie, do tego stopnia, że minął go krzyż po bitwie, dlatego że wolał zostać przy niej niż udać się do generalnej kwatery i być na oczach głównodowodzącego.
Wreszcie zdobył jej serce. Po siedmiu miesiącach oziębłości, równie beznadziejnej ostatniego jak pierwszego dnia, rzekła mu pewnego wieczora: „Dobry Józefie, jestem twoja”. Zostawała jedna przeszkoda: mąż, człowiek bardzo inteligentny, ale najzazdrośniejszy z ludzi. Ja, w charakterze przyjaciela, musiałem z nim przeczytać całą historię Polski Rulhière'a359, z której niewiele zrozumiał. Trzy miesiące upłynęło, a nie można go było podejść. Wymyślili telegraf na dni świąteczne, aby oznaczyć kościół, w którym ona będzie na mszy.
Pewnego dnia ujrzałem, że mój przyjaciel posępniejszy jest niż zazwyczaj; oto co miało się zdarzyć. Serdeczna przyjaciółka donii Inezil ciężko zachorowała. Poprosiła męża o pozwolenie spędzenia nocy przy chorej, na co mąż zgodził się łatwo, pod warunkiem, że sam oznaczy dzień. Pewnego wieczora zaprowadził donię Inezil do przyjaciółki i rzekł żartem, jakby od niechcenia, że on sam prześpi się na kanapce obok sypialni, od której drzwi zostawiono otwarte. Od jedenastu dni co wieczór oficer francuski spędzał dwie godziny ukryty pod łóżkiem chorej. Nie śmiem opowiedzieć reszty.
Nie sądzę, aby próżność dopuściła do takiego stopnia przyjaźni u Francuzki.